Mówią, że Mazury uzależniają. Chyba jest w tym trochę prawdy, bo nas Mazury zaczynają przyciągać, wciągać i powoli uzależniać. Po niedawnej wizycie w Mikołajkach nie wytrzymaliśmy długo bez widoku tych pięknych leśnych serpentyn, rozległych jezior oraz żeglarskiego klimatu i przy najbliższej możliwości ruszyliśmy, aby odwiedzić Giżycko.

Historia obecnego Giżycka (kiedyś Lötzen), podobnie zresztą jak całych Mazur, mocno związana jest z Prusami, Krzyżakami, a następnie z działalnością Rzeszy. Jednak początki działalności człowieka w tym rejonie sięgają dużo dalej, niż nadające Giżycku rangę miasta, panowanie pruskie. Otóż, nieopodal obecnego Giżycka znaleziono obrobiony narzędziami krzemiennymi róg renifera datowany na około 13 tysięcy lat przed naszą erą. To jednak nie wszystko, ponieważ badacze ustalili, że ten rejon był mocno zasiedlony na przełomie epoki brązu i żelaza. Wtedy też występowały w obecnym Giżycku liczne osady lądowe, ale co ciekawsze także wodne. Te drugie były budowane na wbijanych w dno jeziora palach i należały do jednych z największych tego typu skupisk osad w Europie.

Przeskoczmy teraz do XX wieku, a dokładnie do okresu między wojnami. Wtedy to, dzięki działalności m.in. marszałka Paula von Hindenburga, późniejszego prezydenta Rzeszy, Giżycko stało się popularnym kurortem wypoczynkowym. Powstała tu sieć hoteli, restauracje, kawiarnie, zbudowano piękną przystań jachtową, uruchomiono regularną żeglugę pasażerską po Wielkich Jeziorach Mazurskich, ale te wszystkie wymienione przeze mnie inwestycje są jakby oczywiste i logiczne z racji na lokalizację Giżycka. Jednak powstało tu coś jeszcze, coś co według mnie jest już mniej oczywiste i logiczne. Otóż zarządcy Rzeszy na wzgórzach nad Niegocinem wybudowali pokaźnych rozmiarów skocznię narciarską. Mieli fantazję, co? Skocznia narciarska na Mazurach, mnie to zaszokowało.

Na koniec tej krótkiej historii dodam tylko, że leżące miedzy jeziorem Niegocin i Kisajno Lötzen stało się Giżyckiem 4 marca 1946 roku kiedy to Komisja Ustalania Nazw Miejscowości  na cześć Gustawa Gizewiusza, ewangelickiego pastora nadała mu tę właśnie nazwę.

Gwiaździsta Twierdza Boyen

Pierwsze nasze kroki, po wjechaniu w rejon Giżycka, skierowaliśmy do zbudowanej w latach 1843-55 przez państwo pruskie Twierdzy Boyen. Ta znajdująca się pomiędzy jeziorami Niegocin i Kisajno fortyfikacja, to jeden z najlepiej zachowanych w Polsce przykładów XIX. wiecznej architektury obronnej. Kształt twierdzy wyznacza wysoki na 5 metrów mur, który ułożony jest w nieregularną, sześcioramienną gwiazdę.

Przyznam, że Twierdza Boyen od razu skojarzyła nam się Fortem św. Elma na Malcie, który też ma gwiaździsty kształt. Mimo, że obie fortyfikacje zostały zbudowane w kompletnie innych latach to łączy je kształt murów. Zastanawialiśmy się czemu tak jest i doszliśmy do wniosku, że w obu przypadkach kształt murów podyktowany został kwestiami obronnymi. Na wystających ramionach zlokalizowane zostały punkty obserwacyjno-obronne, dzięki którym można było dojrzeć wroga, a w przypadku oblężenia łatwo zamknąć go ogniem krzyżowym. Sprytne posunięcie i co ciekawsze zastosowane w tym samym celu w różnych miejscach, w różnych latach. To właśnie udowadnia, że kompletnie nie powiązani ze sobą ludzie często wpadają na podobne rozwiązania danych problemów.

Wróćmy jednak do naszej wizyty w Boyen. Po zaparkowaniu samochodu tuż przy bramie Giżyckiej twierdzy, która jednocześnie jest głównym wejściem udaliśmy się do kasy biletowej.

wjazd do Twierdzy Boyen

Wejście na teren twierdzy jest płatne i kosztuje 10 zł (ulgowy 5 zł) od 1.04 do 30.04 oraz od 1.10 do 31.10 i 12 zł (ulgowy 7 zł) od 1.05 do 30.09. Można także kupić bilety weekendowe oraz karnety trzydniowe.

Brama Giżycka Boyen

W kasie dowiedzieliśmy się, że osoba niepełnosprawna i jej towarzysz są całkowicie zwolnieni z opłaty i możemy wejść za darmo. Miła pani kasjerka przekazując nam tę informację dodała jeszcze: „i tak się Państwo namęczą, więc czemu macie jeszcze płacić”. Przyznam, że ciut nas to zaniepokoiło, ale my z Gohą łatwo się nie poddajemy więc postanowiliśmy spróbować. No cóż, okazało się, że faktycznie łatwo nie będzie. Na początek powitał nas niezbyt stromy, choć wyjątkowo nierówny podjazd, który jednak po chwili zamienił się w asfaltowo-szutrową drogę zapowiadającą, że nasz plan zwiedzania się powiedzie.

droga w Twierdzy Boyen

Pełni nadziei ruszyliśmy zatem do pierwszego punktu naszej wycieczki, czyli do znajdującego się na lewo od wejścia budynku koszar, w którym zlokalizowane jest muzeum twierdzy. Niestety po dotarciu na miejsce okazało się, że do muzeum prowadzą schody, także na jego zwiedzanie Goha ruszyła samotnie. W środku jest kilka sal, w których znajdują się różne wystawy, jak choćby militarna,

muzeum militarne

hełmy w Boyen

łowiecka,

muzum Boyen

dalekopisów i maszyn

dalekopisy

oraz przyrządów tkackich.

kołowrotki

maszyny tkackie

W jednej z sal znajduje się także makieta twierdzy oraz stara mapa okolicy Boyen i Giżycka.

makieta twierdzy Boyen

stara mapa Giżycka

Po zwiedzeniu przez Gohę muzeum, ruszyliśmy dalej w poszukiwaniu miejsc dostępnych dla nas obojga. Pierwszym takim miejscem okazało się stanowisko obserwacyjne, znajdujące się na lewo od muzeum. Co prawda prowadzi do niego długi podjazd, ale jest on równy. Gdy do niego dotarliśmy się okazało się, że owe stanowisko to nic innego jak długi korytarz z zamocowaną na jego końcu drabiną. Pozostawiam Wam decyzję czy warto pokonywać ten dość stromy podjazd.

tunel obserwacyjny Boyen

tunel obserwacyjny

Przyznam, że ja nie byłem zbyt zachwycony tym miejscem, jednak postanowiłem się nie zrażać i poszukać czegoś ciekawszego. Tak się złożyło, że kolejnym miejscem do którego mogłem się dostać były latryny 🙂

wejście do latryn

latryna Twierdza Boyen

Nie bardzo jest o czym się rozpisywać. Toaleta jak toaleta, tylko z XIX wieku. Po opuszczeniu toalet, od zwiedzających twierdzę turystów dowiedzieliśmy się, że Boyen najlepiej zwiedzać z murów, że stamtąd wszystko fajnie widać. Zgodnie z radą ruszyliśmy na poszukiwanie jakiegoś podjazdu na mury. Niestety okazało się, że takowego nie ma, a na mury prowadzą jedynie schody.

schody na mury Boyen

Tak więc dla osób poruszających się na wózku opcja zwiedzania z murów odpada. Gdyby jednak udało Wam się jakoś na nie wdrapać to weźcie pod uwagę, że dalej nie jest łatwo i przyjemnie, bo droga wygląda tak:

droga na murach Boyen

Jak się pewnie domyślacie w tym miejscu musieliśmy się z Gohą rozstać. Ona ruszyła na podbój Twierdzy Boyen, a ja zostałem na placu delektując się piękną pogodą.

Nim Goha opowie Wam co widziała, pozwolę sobie na szybką ocenę dostępności Twierdzy dla osób na wózkach inwalidzkich. Moim zdaniem dostosowanie jest praktycznie zerowe. Proponowany na mapkach, które można kupić w kasie (10 zł), szlak zwiedzania jest w 90 procentach niedostępny dla osób na wózkach. Poza wnętrzem punktu obserwacyjnego, latryną i kilkoma budynkami niewiele można tu zobaczyć. Chyba właśnie z tego powodu osoba niepełnosprawna na teren Twierdzy wchodzi za darmo.

Wróćmy jednak do tego, co zobaczyła Goha, a aby opowieść była z pierwszej ręki opowie Wam o tym sama.

Gdy wdrapałam się na widoczne powyżej schody, pierwszą rzeczą, jaka zwróciła moją uwagę była pancerna kopuła.

kopuła obserwacyjna

Z zakupionej w kasie Twierdzy mapki dowiedziałam się, że kopuła o wadze ponad 9-ciu ton jest zwieńczeniem wcześniej oglądanego przez nas tunelu stanowiska obserwacyjnego. Dodatkowo okazało się, że jest to jedyna tego typu konstrukcja na terenie Boyen, wybudowana przez Prusów na zasadzie eksperymentu. Idąc dalej oznaczonym kierunkiem zwiedzania doszłam do miejsca skąd rozpościerał się widok na wybudowany w latach dziewięćdziesiątych amfiteatr.

amfiteatr w Twierdzy Boyen

Kontynuując spacer szczytem wału można co jakiś czas zejść do budynków znajdujących się poniżej, jak choćby do zlokalizowanej obok amfiteatru Bramy Prochowej.

zabudowania Boyen

Widoczna na zdjęciu brama służyła pruskim wojakom do zaopatrywania w broń i żywność swoich oddziałów walczących poza murami Twierdzy. Idąc dalej po polnej ścieżce zlokalizowanej na walach można podziwiać zabudowania dawnej Twierdzy na przemian z przebijającym się przez drzewa jeziorem Niegocin.

mury Boyen

W tym miejscu wspomnę Wam, że w latach gdy Twierdza była wykorzystywana przez żołnierzy nie było w jej okolicy takiej ilości drzew. Stacjonujący w niej wojacy mogli z murów bez przeszkód prowadzić obserwację nawet na 20 kilometrów.

Nagle, poza widokami, zaobserwowałam jeszcze jedną ciekawą rzecz. Otóż kilkanaście metrów ode mnie zauważyłam wcinającego trawę dzika. Przyznam Wam, że nie widziałam czy uciekać czy poczekać aż sobie pójdzie. Z tego zaaferowania nawet nie zrobiłam mu zdjęcia 🙂 Po chwili osłupienia postanowiłam użyć moich „cichobiegów” i niczym ninjia oddalić się od mojego dzikiego współtowarzysza spaceru.

Kontynuując już samotną wędrówkę murami Boyen doszłam do wybudowanego w latach 1853-54 zespołu piekarni.

piekarnia w twierdzy Boyen

W widocznym za moimi plecami budynku, w czasach świetności fortu, znajdowało się aż dwadzieścia pomieszczeń, w których poza wypiekaniem chleba prowadzono także ubój zwierząt. Jak widzicie do piekarni można bezproblemowo zejść, jednak już do środka wstęp jest zabroniony, podobnie jak do większości innych budynków na terenie Boyen. Z wałów dobrze widać dlaczego występuje taki zakaz.

spichleż Boyen

Większość budynków, podobnie jak ten na zdjęciu, jest zrujnowanych.

Po zejściu z murów wąską ścieżką dotarłam do Bramy Wodnej.

brama wodna

Brama służyła fortowi do przyjmowania zapasów docierających tu na barkach wodnym kanałem łączącym Boyen z jeziorem Niegocin. Niestety żywot bramy nie był zbyt długi, ponieważ w 1868 roku, w czasie budowy linii kolejowej, kanał zasypano.

brama wodna Boyen

Od tego czasu bramę traktowano jedynie jako zapasową drogę dla zaopatrzenia. Po minięciu bramy dochodzimy do spalonych w 1997 roku dwóch magazynów żywności. Magazyny są bardzo zniszczone, jednak posiadają ciekawą historię. Otóż spichlerze zostały  przywiezione do Boyen w 1849 roku z Czarciej Wyspy znajdującej się na jeziorze Śniardwy, gdzie w XVIII funkcjonował Fort Lyck. Jest to o tyle ciekawe, że z Czarciej Wyspy do Boyen jest około 40 kilometrów. W dzisiejszych czasach nie wydaje się to trudną do zrealizowania operacją, jednak pamiętajcie że mówimy o 1849 roku. Gdy już spichlerze dotarły do Twierdzy obudowano je ceglanym murem i  wykorzystywano jako magazyn sucharów i mąki.

magazyn żywnoścci Boyen

spalone zabudowania

Kontynuując mój indywidualny spacer po Boyen napotkałam jeszcze kilka zrujnowanych i niestety także zdewastowanych budynków.

koszary Boyen

Goha w Boyen

Wędrując pomiędzy budynkami Twierdzy natrafiłam na jeszcze jeden ciekawy budynek, mianowicie stację gołębi pocztowych. Z mapki dowiedziałam się, że w czasach świetności Boyen stacjonowało tu około 700 ptaków. Gołębie wykorzystywane były między innymi do komunikacji meldunkowej z oddalonym o 150 kilometrów od Twierdzy, Królewcem (obecnie Kaliningrad). Ptaki pokonywały tę odległość w niecałe 1,5 godziny. Taki sposób przekazu wiadomości był na tyle skuteczny, że w czasach Rzeszy postanowiono zlikwidować wszystkie gołębiarnie na terenie dawnych Prus.

Na koniec mojego spaceru dotarłam do najlepiej odrestaurowanego budynku znajdującego się na terenie Twierdzy Boyen. Budynkiem tym była odnowiona w 2014 roku piętrowa wozownia.

wozownia Boyen

Za tym ładnym, jednak przez swoją nową formę jakoś niepasującym do reszty, budynkiem wróciłam do Kamila. Na koniec mojej opowieści powiem Wam, że Twierdza dla osób pełnosprawnych może być ciekawym doświadczeniem. Można tu spędzić praktycznie cały dzień, bo sugerowana trasa zwiedzania ma aż 16 kilometrów. Czuć tu historię, jednak szkoda że jest ona w takim złym stanie.

Giżycko

Gdy Goha już do mnie wróciła wyjechaliśmy z Twierdzy Boyen i obraliśmy trasę na Wenecję Mazur. Po przejechaniu mostu zwodzonego skręciliśmy w prawo i po kilkunastu zaledwie metrch jazdy wzdłuż kanału dotarliśmy na parking, z miejscem dla osób niepełnosprawnych. Jako, że po wizycie w Twierdzy zaczęło nam burczeć w brzuchach udaliśmy się do jednej z licznie zlokalizowanych przy kanale restauracji.

droga nad kanałem w Giżycku

Przyznam, że możliwość jedzenia tuż przy kanale od razu skojarzyła mi się z Wenecja. Pływające łódki, widok na spokojną wodę kanału. Tip top jak w Wenecji z tą różnicą, że zapach znacznie lepszy 🙂

Po napełnieniu brzuchów z uśmiechami na twarzach udaliśmy się na spacer po Giżycku.

my nad kanałem w Giżycku

Idąc deptakiem wzdłuż kanału doszliśmy do wysuniętej w głąb jeziora mariny, z której roztaczał się piękny widok na jezioro Niegocin.

jezioro Niegocin

Po chwili wpatrywania się w jezioro, udaliśmy się dalej. Kontynuując nasz spacer doszliśmy do plaży miejskiej. Poza plażowaniem można tu zagrać w siatkówkę plażową, posłuchać muzyki płynącej z pobliskiego amfiteatru, a dla dzieci zorganizowany jest tu plac zabaw. Dodatkowo znajduje się tu sporo terenów zielonych w pełni przeznaczonych do odpoczynku.

plaża w Giżycku

Nie bylibyśmy sobą gdybyśmy nie poszukali jakiejś rysy w tym sielankowym miejscu. Z przykrością muszę stwierdzić, że nam się udało. Niestety osoba na wózku inwalidzkim nie może skorzystać z plaży w 100%, ponieważ dostęp do niej jest mocno ograniczony.

plaża Giżycko

Szkoda, bo przecież tak niewiele trzeba by było zrobić aby nawet na wózku dostać się na plażę.

Lekko zawiedzeni ruszyliśmy dalej w kierunku chyba największej na Mazurach mariny. Po krótkim spacerze naszym oczom ukazał się piękny widok na marinę i górujący nad nią wiszący most.

port Giżycko

Gdy to zobaczyłem, to przyznam się Wam, że jedyne czego w tym momencie chciałem, to jakimś cudem dostać się na ten most. Okazało się, że nie potrzeba żadnego cudu ponieważ na most prowadzi winda.

winda na kładkę w Giżycku

Wielki plus dla Giżycka za myślenie o potrzebach osób niepełnosprawnych. Dodatkowo powierzchnia kładki jest równa i nie ma najmniejszego problemu aby poruszać się po niej na wózku inwalidzkim.

Zdecydowanie polecam Wam odwiedzenie tego miejsca, ponieważ widoki zapierają dech w piersiach. Zresztą sami popatrzcie:

falochrony w Giżycku

marina w Giżycku

skutery Niegocin

wisząca kładka w Giżycku

Pięknie prawda? Kładka ma jeszcze jeden atut. Otóż na jej końcu rozstawione są ławeczki, z których rozpościera się piękny widok na jezioro Niegocin i Szlak Wielkich Jezior Mazurskich.

Nie chciało nam się opuszczać tego miejsca, ale w planach mieliśmy jeszcze wizytę w zlokalizowanej przy skrzyżowaniu ulicy Warszawskiej i Wodociągowej, zbudowanej w 1900 roku wieży ciśnień, z której podobno rozciąga się piękny widok na Giżycko i okolice. W drodze do wieży przeszliśmy przez nowo wyremontowany pasaż portowy w Giżycku.

starówka w Giżycku

Po dotarciu do wieży okazało się, że moje wejście do jej wnętrza może spalić na panewce.

wieża ciśnień w Giżycku

Mimo, że dzięki zlokalizowanemu po lewej strony wieży podjeździe da się dostać do głównego wejścia, to aby wejść do środka trzeba pokonać dwa schody. Jest to o tyle dziwne, że już w samej wieży jest winda. Szkoda, że nie pomyślano tu o jakimś, nawet demontowanym podjeździe. Mi jednak, dzięki pomocy współtowarzyszy naszej wycieczki udało się dostać do środka.

Wejście do wieży jest płatne (10 zł), jednak osoba niepełnosprawna wraz z towarzyszem wchodzi za darmo. W tej 25-cio metrowej zbudowanej w całości z czerwonej cegły, w neogotyckim stylu wieży windą można wjechać maksymalnie na 5-te piętro. Nim jednak wjedzie się na górę polecam zatrzymać się na każdym piętrze, gdzie znajdują się wystawy obrazujące życie dawnych mieszkańców regionu Giżycka.

wystawa w wieży ciśnień

Goha z rogami

dzik w muzeum

Niestety na szczyt wieży, gdzie znajduje się restauracja i taras widokowy można się dostać jedynie schodami. Szkoda, bo widoki są piękne.

panorama z wieży ciśnień w Giżycku

Mimo, że ja na szczyt wieży się nie dostałem, to przez okna, z 5-tego piętra widoki też są fajne. Mimo trudności z dostaniem się do wieży polecam Wam wizytę w tym miejscu.

Po wizycie w wieży zrobiło się już późno więc ruszyliśmy w drogę powrotną do samochodu.
W drodze powrotnej natrafiliśmy na jeszcze jedną atrakcję Giżycka. Atrakcją tą okazała się rzeźba Galindi trzymającej na dłoniach żabę. Ta wykonana w 2001 roku rzeźba związana jest z miejscową legendą o plemieniu Galindów, dawnych mieszkańców Prus, którzy zostali przetrzebieni w walkach z Polakami.

fontanna Galindi

Na zakończenie spojrzeliśmy jeszcze raz na giżyckie kanały o zachodzie słońca

kanał o zmroku

i wróciliśmy do domu.

Jeśli chcielibyście odbyć taki spacer jak my, to skorzystajcie z mapki zamieszczonej poniżej:

Zapraszam Was też do obejrzenia filmu z naszej wizyty w Giżycku:

Podsumowując

Zdecydowanie powinniście odwiedzić Giżycko. Jest to naprawdę ładna miejscowość urokliwie położona wśród jezior i kanałów. Można tu fajnie spędzić cały dzień, a gdy przyjedziecie poza sezonem będziecie mogli zaznać także spokoju tej miejscowości.

Jeżeli chodzi o dostosowanie dla osób poruszających się na wózkach inwalidzkich to jest naprawdę dobrze. Chodniki są równe i łatwo się po nich poruszać. Większość miejsc jest dostosowanych, poza wieżą i plażą.

3 KOMENTARZE

  1. Ciekawie opowiedziana historia Giżycka, połączenie starego i nowego, jak widać, nie musi być kontrowersyjne.
    Choć mieszkam nie tak daleko od Giżycka, jak dotąd nie udało mi się zwiedzić giżyckiej twierdzy. Musze nadrobić tę zaległość podróżniczą. :))
    Serdecznie pozdrawiam z z sąsiadującej z Mazurami Suwalszczyzny.

  2. Witam, czytam o waszych podróżach. Piękne miejsca i piękne opisy. Proponuje wam freewheel, dzięki któremu pokonacie większość trudności z nawierzchnią. Pozdrawiam Eryk

ZOSTAW ODPOWIEDŹ