Po wizycie w Mdinie – Cichym Mieście, czyli dawnej stolicy Malty, nadszedł czas na jej nową stolicę. Valletta, bo o niej mowa, stolicą stała się za sprawą joannitów, o czym pisałam Wam krótko w poprzednim poście, a tutaj postaram się to trochę rozwinąć.

Valletta – najmniejsza stolica Europy

To w istocie prawda, bo Valletta zajmuje obszar zaledwie 0,8 km2. Nie tylko to ją wyróżnia, bo stolica Malty jest również najdalej wysunięta na południe ze wszystkich europejskich stolic. A i to jeszcze nie wszystko o Valletcie. Musicie wiedzieć, że to miasto to także najbardziej słoneczna europejska miejscowość, jak również jeden z najbardziej zagęszczonych zabytkowych obszarów na świecie, bo Valletta mieści w swoich granicach aż 320 zabytków i znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Już tylko te fakty czynią z Valletty absolutne „must-see” pobytu na Malcie.

panorama Valetty

Zanim jednak rozpoczniecie zwiedzanie polecam poczytać o samym powstaniu tego miasta. Lektura nie będzie zbyt długa, ale za to ciekawa i da Wam pewien ogląd sytuacji. Żebyście mieli komplet informacji przytoczę je tutaj.

Wybór tego właśnie miejsca na założenie miasta był nieprzypadkowy, bo dzisiejsza Valletta położona jest na półwyspie Sciberras pomiędzy dwiema zatokami: Grand Harbour i Marsamxett, co czyni jej lokalizację atrakcyjną w przypadku wrogiego najazdu. Zacznijmy jednak od joannitów i ich przybycia na Maltę. Otóż w 1530 roku na swoją stolicę wybrali pobliskie Birgu, które dysponowało zamkiem, a ponadto sądzili, że Malta jest tylko krótkim przystankiem w ich podróży. Jak pokazała historia tak nie było, a Birgu było kiepskim miejscem do obrony w razie ataku ze strony lądu. Tak więc 22 lata później wielki mistrz Juan de Homedes rozpoczął na półwyspach Sciberras i Isola budowę dwóch fortów – na Sciberras Fort św. Elma, a na Isola Fort św. Michała.

Fort Św. Elma

To właśnie wspomniany Fort Św. Elma stał się moim zdaniem początkiem miasta, bo w  1557 roku Jean Parisot de la Vallette po objęciu urzędu Wielkiego Mistrza, postanowił wzmocnić obronę na półwyspie Sciberras, rozkazał wznieść umocnienia wokół całego półwyspu i zbudował na nim miasto. Oczywiście tak gładko mu nie poszło, bo prace te rozpoczęto dopiero w 1566 roku. Stało się tak ze względu na brak funduszy oraz mający miejsce w 1565 roku najazd wojsk tureckich. Jednakże w końcu się udało i miasto powstało. Sądzę, że domyślacie się już, że to właśnie na cześć Wielkiego Mistrza, założyciela, miasto zostało nazwane Vallettą.

Zdobywanie czas zacząć

Do Valletty, niczym do Rzymu, prowadzą chyba wszystkie drogi na Malcie, więc bez problemu znajdziecie autobus który Was tutaj przywiezie. Pamiętajcie o uśmiechu i poczuciu humoru na autobusowych przystankach, bo rozkład jazdy naprawdę nie ma tu znaczenia, a kierowca nie zabierze więcej pasażerów, niż posiada miejsc w autobusie, co jednakże czyni wyprawę jeszcze ciekawszą. Nasz plan zakładał zdeptanie miasta na piechotę, więc po dotarciu do Valletty ruszyliśmy w kierunku Bramy Republiki, mijając po drodze ciekawą fontannę.

fontanna w Valetcie

Okazało się, iż jest to jeden z najważniejszych obiektów modernistycznych w Valletcie i jeden z jej znaków rozpoznawczych.

Poświęciwszy chwilę niezwykłej fontannie ruszyliśmy dalej w kierunku Bramy Miejskiej, za którą rozpoczynała się główna ulica Valletty, ulica Republiki.

Brama Republiki

Co ciekawe, to już piąta Brama Miejska w tym miejscu. Pierwszy projekt powstał w 1569 roku jeszcze za panowania Jean’a Parisot de la Vallette. Następnie na początku XVII wieku powstała tu bardziej ozdobna, druga brama. Ta utrzymała się o wiele dłużej, bo aż do roku 1853, kiedy to Brytyjczycy postanowili przebudować Bramę Miejską po swojemu, dodając jej cztery łuki. W tym kształcie przetrwała ona do bombardowania w 1942 roku. Nad nową, czwartą już w tym miejscu bramą, prace podjęto w roku 1964, jednakże nowa brama wobec sprzeciwu społeczeństwa przetrwała tylko do roku 2011, kiedy to ją zburzono. Po tym fakcie rozpoczęły się prace nad nowoczesnym wejściem do miasta i tak powstała koncepcja oraz projekt aktualnej, piątej Bramy Miejskiej. Jej nowoczesność budzi bardzo duże kontrowersje i sprzeczne nastroje wśród mieszkańców Valletty, co czyni samo wejście do miasta tym ciekawszym.

Przechodząc przez bramę, po prawej i lewej stronie, naszym oczom ukazały się monumentalne schody i nawet mnie zrobiło się gorąco na myśl o wspinaczce po nich.

schody w Valetcie

Okazuje się jednak, że Malta jest krajem przyjaznym osobom niepełnosprawnym i gdzie tylko można, tam montuje się udogodnienia, z których skorzystać może nie tylko osoba niepełnosprawna, ale także zmęczony piechur. Tak, dobrze myślicie, obok schodów jest również winda, choć schody kuszą perspektywą ćwiczenia kondycji fizycznej.

Nie poświęciliśmy schodom więcej czasu, bo przed nami było przecież jeszcze wiele do zobaczenia. Ledwie daliśmy trzy kroki i uwagę naszą przykuł kolejny budynek, który choć piękny, to dla mnie jednak był zbyt nowoczesny.

parlament w Valetcie

Okazało się, że jest to budynek Parlamentu Malty. Miejsce, w którym stoi aktualnie ten pomnik nowoczesności, pierwotnie zabudowane było domami, a później znajdowała się tam siedziba kolei maltańskiej. W latach 60-tych XX wieku zburzono zabudowania tłumacząc to projektem przebudowy wejścia do miasta. W ten sposób teren został po prostu ogromnym placem, znanym jako Freedom Square. Jak już wspominałam przebudowa wejścia do miasta wzbudziła wiele kontrowersji i to samo dotyczyło także budynku Parlamentu Malty. Krytycy uznali, że wydatek 90 mln euro, jest zdecydowanie niepotrzebny, szczególnie, że w Valletcie jest wiele pałaców i budynków, które z łatwością można zaadaptować na potrzeby parlamentarzystów. Krytyka, krytyką, a budynek i tak powstał. Moim zdaniem, pasuje tu jak pięść do oka, choć sam w sobie jest w istocie imponujący, ale jakże ma się to chociażby do stojącej zaraz za nim, zrujnowanej opery, która wybudowana w 1866 roku stanowiła najpiękniejszy budynek w mieście.

opera

Zatrzymawszy się na chwilę, ruszyliśmy dalej uliczkami Valletty, chcąc się w nich zagubić. Skręcając za zrujnowaną operą w prawo, pnącą się nieznacznie w górę ścieżką, dotarliśmy do Zajazdu Kastylijskiego, jednego z ośmiu budynków zbudowanych na terenie Valletty i stanowiących miejsce zamieszkania kawalerów maltańskich.

Zajazd Kastylijski

Ten akurat powstał dla rycerzy Kastylii, Leonu i Portugalii.

Tuż obok znajduje się piękny Kościół św. Katarzyny z Aleksandrii, który przylega do Zajazdu Włoskiego, stanowiącego miejsce zamieszkania dla rycerzy z włoskiej langues (grupy językowej), o tym jednak będzie dalej.

Kościół św. Katarzyny z Aleksandrii

Sam kościół powstał w 1576 roku, ale najistotniejsze zmiany przeszedł na początku XVIII wieku, kiedy to do istniejącej kaplicy dobudowano ośmiokątny w kształcie kościół, samą kaplicę przekształcając w jego prezbiterium. Najfajniej wygląda to z góry, więc polecam zerknięcie na zdjęcie satelitarne.

Naszym celem były Górne Ogrody Barrakka (Upper Barracca Gardens), ale ukształtowanie terenu nie pozwoliło nam do nich dotrzeć. A brama była tuz, tuż.

Jednakże zdjęcia, które oglądałam, sprawiają, że przy następnej naszej wizycie na Malcie jednak spróbujemy się do nich dostać. W dalszej części naszego podróżowania po Valletcie postanowiliśmy zatem spróbować szczęścia w Dolnych Ogrodach Barrakka (Lower Barracca Garden).

Lekko zniechęceni ruszyliśmy w kierunku powrotnym, kierując się w stronę głównej atrakcji Valletty, jaką niewątpliwie jest Konkatedra św. Jana. Samo zwiedzanie świątyni pozostawiliśmy sobie na koniec, chcąc najpierw zdeptać stolicę Malty. Jednakże wspomniane już przeze mnie usytuowanie Valletty skutecznie nam to uniemożliwiło. Dlaczego? Zobaczcie sami:

Valletta stromizny

stromizny Valletta

Dywagując na temat możliwości zwiedzania, dotarliśmy do Konkatedry św. Jana i przylegającego doń Placu św. Jana. I wtedy Kamil dostrzegł pociąg. Tak, tak to nie pomyłka. Pociąg wyglądał tak:

Malta fun trains

Valletta pociągiem? A czemu nie?

W pierwszej chwili pomyślałam, że żartuje, no bo jakże widział swoje dostanie się do tego pojazdu. Okazało się moi mili, że jednak było to możliwe, bo ten turystyczny wehikuł wyposażony był w podjazd i miejsce dla wózka inwalidzkiego.

dostosowanie Malta fun trains

Malta fun trains dostosowanie

Za cenę 5 euro (za osobę dorosłą) możemy objechać Vallettę i zobaczyć naprawdę wiele. Nie zraziła nas ani cena, ani brak ulgi dla osoby niepełnosprawnej, więc z pomocą przemiłego przewodnika, uzbrojeni w mapę zapakowaliśmy się do Malta fun trains. W cenie biletu jest wspomniana przeze mnie mapa, na której zaznaczona jest trasa przejazdu.

Malta fun trains mapa

W dobrych humorach ruszyliśmy zatem w naszą podróż po Valletcie zabawnym pociągiem. Oczywiście nie mogliśmy odmówić sobie zrobienia „słit foci”, jako że byliśmy z siebie bardzo zadowoleni znalezieniem sposobności na zwiedzenie stromej Valletty.

my w pociągu

Po chwili nasz pan kierowca i przewodnik w jednym wskoczył za kółko i ruszył wzdłuż Konkatedry św. Jana, opowiadając o niej bardzo szczegółowo. Po drodze minęliśmy też neoklasycystyczny budynek maltańskich sądów, który pięknie lśnił w pełnym słońcu. Kierowaliśmy się w stronę portu Marsamxett, a potem wzdłuż nabrzeża. Nasz przewodnik opowiadał nam o Malcie, jej historii i kulturze, zwracając uwagę również na charakterystyczne elementy architektoniczne, takie jak chociażby zabudowane, kolorowe balkony.

balkony w Valletcie

I tak dotarliśmy do Fortu św. Elma, który usytuowany jest na końcu ulicy Republiki. Jest to jedna z najwcześniejszych budowli wzniesionych przez joannitów (1552 r.). Kiedy w 1565 roku doszło do Wielkiego Oblężenia, fort wsławił się bohaterską obroną Malty przed przeważającymi siłami tureckimi. Ostatecznie 23 czerwca 1565 roku, fort po 28 dniach bohaterskiej obrony padł. Jednakże długa obrona fortu dała obrońcom Malty czas na przygotowanie się do oblężenia i nadejście posiłków z Hiszpanii, które ostatecznie odepchnęły Turków od wybrzeży Malty. Słysząc tę historię, od razu przypomniało mi się nasze bohaterskie Westerplatte. Samego Fortu św. Elma nie udało nam się zwiedzić, gdyż nie bardzo widzieliśmy możliwość dostania się tam we dwójkę, a sama nie chciałam iść, więc trudno mi powiedzieć, czy ten gwiaździsty fort jest dostępny dla wózków inwalidzkich. Po chwili moje myśli powędrowały zupełnie gdzie indziej, bo oto przede mną rozpostarł się naprawdę niesamowity widok.

Karol Wojtyła

Trójmiasto, czyli Birgu, Isla i Bormla (dzisiejsze Vittoriosa, Senglea i Cospicua) to trzy miasta położone na cyplach w sąsiedztwie Valletty. A przed nimi statek – Karol Wojtyła – taki polski akcent w maltańskiej ziemi.

trzy miasta

Od lewej strony mamy Birgu (Vittoriosa), które usytuowane jest na skalistym półwyspie. To tutaj joannici, chcąc uniknąć konfliktu z maltańczykami założyli miasto i na cyplu mającym niespełna 1000 metrów długości, a w najwęższym miejscu poniżej 90 metrów szerokości wybudowali Fort St. Angelo.

Fort st. Angelo

Fort ma dosyć szczególne znaczenie, bo to tutaj zaczęła się historia Zakonu Maltańskiego. Jest on też prawdziwą perłą architektury wysp. Nic więc dziwnego, że rząd Malty przeznaczył kilkanaście milionów euro na jego renowację.

Legenda głosi, że Fort St. Angelo powstał w miejscu dawnego rzymskiego grodu. Czy jest prawdziwa? Naprawdę nie wiem, ale to nie jedyna tajemnica, jaką fort jest owiany. Wiadomo jednak, że po przybyciu joannitów na Maltę w 1530 roku Fort St. Angelo stał się siedzibą Wielkiego Mistrza i odegrał kluczową rolę w Wielkim Oblężeniu Malty. Bohaterstwo i poświęcenie rycerzy w czasie trwającego trzy miesiące oblężenia stało się legendarne. Również Brytyjczycy dostrzegli militarny potencjał fortu i wraz z początkiem XX wieku uczynili tu bazę dla marynarki na Morzu Śródziemnym. O sile tego miejsca świadczyć może fakt, że Fort St. Angelo przetrzymał również oblężenie w czasie II wojny światowej, mając do dyspozycji zaledwie trzy działa i otrzymując 69 bezpośrednich trafień pociskami. Już samo to powoduje, że jest to wielce intrygujące miejsce, a to jeszcze nie wszystko. Otóż wyobraźcie sobie, że ten słynny fort ma własne historie z duchami w tle. Mówi się, że Fort St. Angelo był nawiedzany przez Grey Lady, kochankę kasztelana De Nava. Legenda głosi, iż czyniła ona wymówki kasztelanowi dotyczące swojej niższej pozycji społecznej od jego żony. Z obawy przed upublicznieniem romansu kasztelan polecił strażnikom usunięcie swej metresy z zamku. Ci, traktując jego słowa dosłownie, zabili kochankę kasztelana, a jej ciało zamurowali w zamkowych lochach. Kiedy do kasztelana De Nava dotarły wieści o postępowaniu strażników, skazał ich na śmierć. Duch Grey Lady widywany był podobno w początkach XX wieku, lecz po odprawieniu egzorcyzmów zniknął. Ponownie pojawił się podczas II wojny światowej, ratując życie żołnierzom w czasie bombardowania.

Drugi z półwyspów to Senglea, czy też Isla, która uznana jest za najbardziej malownicze wśród Trzech Miast.

Senglea

Miejscowość słynna jest przede wszystkim z posiadającego podobno niezwykłą moc, posągu Chrystusa Odkupiciela, znajdującego się w kościele Matki Boskiej Zwycięskiej. Kościół zbudowany został w 1743 roku, ale II wojna światowa zniszczyła go doszczętnie. Dlatego też odbudowano go w latach 50-tych XX wieku.

Trzecim z miast jest Cospicua, czyli Bormla, która leży dokładnie pomiędzy Birgu i Islą. Jest to największe i najmłodsze z Trzech Miast, bo założone zostało dopiero w początkach XVIII wieku. To był moment, w którym postanowiłam, że chcę spojrzeć na Trzy Miasta na spokojnie z perspektywy innej, niż zabawny pociąg. Tymczasem podróż za pomocą Malta fun trains trwała.

Dotarliśmy oto do miejsca, w którym zaciekawił nas napis.

Barrakka Lift

Winda? Ale gdzie? Okazało się, że wystarczy pójść tunelem, by do niej dotrzeć i móc się nią oczywiście przejechać. Barrakka Lift to nowoczesna winda, która łączy wyschniętą fosę z Górnymi Ogrodami Barrakka. Podróż nią trwa zaledwie 25 sekund. Pierwsza winda w tym miejscu powstała w 1905 roku i funkcjonowała nieprzerwanie prawie 70 lat. Stara winda miała dwie kabiny o pojemności 12 osób każda. Kabiny pokonywały wysokość aż 51 metrów. Zastanawialiśmy się oboje, czy jest szansa na dotarcie do Barrakka Lift i tym samym osiągnięcie Górnych Ogrodów Barrakka, ale wtedy dotarliśmy do Floriany i przewodnik przykuł naszą uwagę, opowiadając o pewnym szczególnym obelisku.

War Memorial

Jest to, zlokalizowany nieopodal głównego dworca autobusowego i Fontanny Trytonów, pomnik ofiar I i II wojny światowej. Powstał już w 1938 roku, jako upamiętnienie Maltańczyków i Brytyjczyków, którzy poświęcili swoje życie w okresie I wojny światowej. W 1949 roku stał się również symbolem ofiar II wojny światowej. Wykonany został z kamienia wydobytego na sąsiedniej wyspie Gozo i uformowany w kształt łacińskiego krzyża.

Minąwszy obelisk, wąskimi i pełnymi turystów uliczkami Valletty, zmierzaliśmy do końca naszej pociągowej wycieczki.

pociąg Valletta

Przed nami wyłoniła się powstała w XVI wieku Konkatedra św. Jana, którą zaraz mieliśmy zwiedzić. Jednakże o tym, co tam zobaczyliśmy i jakie wrażenie na nas zrobiła, przeczytacie w kolejnym poście.

4 KOMENTARZE

  1. Pięknie opowiedziane, wspomnienia z mojej wizyty z przed lat wracają. Żałujcie że nie weszliście do środka Kontkatedry, robi wrażenie!

    • Dziękuję za miłe słowa. W Konkatedrze oczywiście byliśmy, ale o tym i wrażeniu jakie na nas zrobiła opowiem w kolejnym poście, który już niebawem.

  2. 320 zabytków?! Szaleństwo!
    Jak zazwyczaj nie przepadam za zwiedzaniem w autobusach czy innych środkach transportu, tak ta ciuchcia do mnie przemawia. Gorzej, że nie wiem z czego bym miała większą radochę: że oglądam zabytki czy że jadę ciuchcią:D A tak na serio, świetny pomysł, bo więcej się zobaczy, a zdjęcia i tak można zrobić ze względu na brak okien.
    Czekam na kolejny post:)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ