Włoska majówka (część pierwsza – Rimini)

Majówka w Rimini wyszła spontanicznie w związku, że w tym roku, po doklejeniu kilku dni urlopu można było osiągnąć aż 9 dni wolnego! Szkoda zmarnować takiej okazji, szczególnie, że w Polsce jeszcze wciąż pogoda w kratkę, a majówka w Rimini gwarantowała słońce. Postanowiliśmy zatem wybrać się, pierwszy raz w życiu, do Włoch. Wyjazd od początku miał mieć charakter „pełen relaks”, a zwiedzanie bardzo przy okazji. W związku z tym w zamyśle zwiedzić mieliśmy tylko to, co było blisko naszego noclegu w Rimini 🙂

Z przebojami przez Bawarię i Austrię

Z Polski wystartowaliśmy naszym niezawodnym Volvo v40. Wyruszyliśmy w nocy aby przelecieć bez tłoku (jesteśmy z Olsztyna więc autostrad brak). Na rano byliśmy na polsko-niemieckiej granicy. Ze względu na to że po 12-14h w samochodzie ciężko mi się z niego wysiąść, postanowiliśmy zrobić drogę do Rimini na dwa razy. Pierwszy nocleg zarezerwowaliśmy (jak zwykle przez Booking.com) w Bischofsgrün. Wczesnym popołudniem dotarliśmy na miejsce i postanowiliśmy sprawdzić co nam miejscowość o trudnej nazwie zaoferuje.

Domy Bischofsgrün Stok narciarski Bischofsgrün Kościół Bischofsgrün

Bischofsgrün to typowa niemiecka miejscowość. Kościół, rynek, sklep, trakt główny, kilka pubów, a tu także stok narciarski. My nocowaliśmy w bardzo ładnym i miłym rodzinnym hoteliku, z którego roztaczał się piękny widok na owy stok. Po zameldowaniu się w hotelu (łamaną niemiecko-angielszczyzną) wybraliśmy się na krótki spacer i piwko 🙂 W całej miejscowości chodniki równe choć nie płaskie (starobruki są wszędzie), brak jakichkolwiek barier architektonicznych, więc i spacer po tak długiej podróży był przyjemnością. W końcu dotarliśmy na wymarzone, zimne piwko i wymarzonego przeze mnie „wursta”. I tu uwaga: wurst w pubie to nie jest jakaś wyrafinowana kiełbasa, a zwykła, średnio-smaczna, mortadela z jajkiem i pomidorem (ja o tym nie wiedziałem) – zdjęcie, niestety kiepskiej jakości, poniżej. Nie polecamy wydawania w ten sposób 10€!

Wusrt Bischofsgrün

Po powrocie do hotelu okazało się, że aby udać się na śniadanie następnego dnia, należy pokonać parę schodów do jadalni. Nie ma jednak rzeczy niemożliwych, więc z racji na mnie następnego ranka obsługa przyniosła pyszne śniadanko do naszego pokoju – da się? Da!

Po śniadaniu wyruszyliśmy w dalszą drogę nad upragniony Adriatyk. Droga prosta, piękna niemiecka autostrada, trzy pasy, nic dodać nic ująć. Śmigamy ile  fabryka dała – Goha w siódmym niebie. Niestety sielanka nie trwała zbyt długo… Dobry kawałek przed Monachium nasza v40-tka powiedziała „dość” i z głośnym świstem zaczęła zwalniać. Nagle ze stu kilkudziesięciu km/h i skrajnego lewego pasa znaleźliśmy się na awaryjnym „pędząc” 30 km/h. Działanie proste: telefon do assistance, ADAC, naprawa. Niestety była to sobota po 14, więc teoretycznie mechanicy już do poniedziałku nic nie naprawiają, ale Goha używając tajemnych, kobiecych mocy przekonała mechanika i po chwili volvo mruczało już swoim głosem (aby potwierdzić przed Wami niezawodność naszej bestii zepsuł się gumowy wąż od turbiny – czyli część eksploatacyjna). Tutaj mała rada dla ON: kontaktując się z konsultantem assistance trzeba mu powiedzieć, że poruszamy się na wózku inwalidzkim wtedy wyślą lawetę po samochód i osobówkę, do której łatwiej się wsiąść. Udało się i po małych perypetiach jedziemy dalej. Nie spodziewaliśmy się, że przejeżdżając przez Austrię spotka nas tyle urokliwych widoków. Kilka przykładów poniżej:

Alpy Austria Alpy Austria Alpy Austria

Polecamy każdemu przejazd przez Austrię, bo widoki są naprawdę powalające i pięknie nastrajają przed wjazdem do Włoch.

Majówka w Rimini

Wieczorem docieramy do Rimini i majówka w Rimini staje się faktem. Mnie osobiście za każdym razem zachwycają palmy zamiast naszych topoli, więc już byłem zachwycony. Znajdujemy nasz hotel, parkujemy, meldujemy się, wchodzimy do pokoju i tu niespodzianka. Mimo, że hotel w opisie miał adnotację że posiada pokoje dla osób niepełnosprawnych i rzeczywiście taki miał, to przesadzili z tym dostosowaniem. Do łazienki był podjazd trudniejszy do pokonania niż wysoki próg, a na balkon był próg trudniejszy do pokonania niż podjazd 🙁 Wyszło masło maślane? Chyba tak, ale tak czy inaczej było trudno, ale z racji zmęczenia nie chciało nam się interweniować w Bookingu. Dobrze, że nie byłem tam sam.

Drugiego dnia pierwszy włoski akcent, który nas spotkał to wino do śniadania 🙂 Pierwsza myśl Gohy: „Już wiem dlaczego mają wyższą normę alkoholu u kierowcy niż u nas :)”. Ja natomiast miałem uśmiech od ucha do ucha, tak rano jeszcze nie piłem 🙂 Rimini to typowa turystyczna miejscowość, pełna hoteli i restauracji – taka nasza „Krynica Morska”, tylko obdarzona piękną, szeroką plażą. Poruszanie się po Rimini i wjazd do większości restauracji na wózku inwalidzkim nie stanowi najmniejszego problemu, mimo momentami nierównej kostki brukowej.

Ulica w Rimini

Za to miłym zaskoczeniem były długie, równe, szerokie drogi wysunięte głęboko w plażę. W związku z tym mogłem posiedzieć około 10 metrów od wody, w czasie gdy Goha polowała na morskie żyjątka i muszelki:)

Plaża Rimini

Maj we Włoszech to jeszcze nie sezon, tak więc większość plaży mieliśmy dla siebie, a słoneczko powodowało że termometr wskazywał około 25 stopni. Dla mnie temperatura idealna, dla Gohy ok. 10 stopni za mało. Nic bardziej złudnego. Mimo pozornie nie najwyższej temperatury, polecam zaopatrzyć się w dobry filtr, żeby potem, jak ja, nie zrzucać skóry jak wąż. 🙂 Gdyby jednak przydarzyła się Wam nieprzyjemna, słoneczno-skórna niespodzianka polecam preparat Prep krem (za około 8-10€) – czyni cuda! Na plażowaniu spędziliśmy dwa dni i postanowiliśmy zobaczyć co tu w okolicy słychać…

Delfiny i całe Włochy

Okazało się, że w Rimini jest kilka miejsc do zobaczenia, nasza majówka w Rimini nabierała tempa. My z racji na ograniczony czas zdecydowaliśmy się na początek na delfinarium. Oboje nie lubimy zniewalania zwierząt, ale ciekawskość tym razem wygrała (nigdy nie widzieliśmy delfinów na żywo). Koszt takiego wejścia to 9€ dla osoby niepełnosprawnej, osoba towarzysząca wchodzi za darmo. Wyjście i same miejsca w delfinarium są dostosowane do potrzeb osób poruszających się na wózku inwalidzkim. Wchodzimy przez ekspozycje muszli, ryb, skamielin itp. znajdującą się delikatnie pod poziomem ulicy (jest podjazd), potem windą na górę a tam wokół basenu jest już płasko.

Delfinarium RiminiDelfinarium Rimini Delfinarium Rimini

Delfiny skakały wysoko, chlapały wodą, ale jednak odnieśliśmy wrażenie, że są smutne. Do tego wydawało nam się, że są zestresowane i delikatnie mówiąc zmęczone. Kolejnego razu w naszym wypadku, w takich warunkach nie będzie. Zdecydowanie lepiej poszukać delfinów w ich naturalnym środowisku, a nie w męczącej je klatce.

Kolejne kroki zaprowadziły nas do parku tematycznego zwanego Włochy w miniaturze. Za wstęp płaci się na takiej samej zasadzie jak w delfinarium, czyli osoba niepełnosprawna wchodzi na połówce (w tym wypadku 16€), a osoba towarzysząca za darmo. Park ten okazał się świetnym miejscem. Można w nim zobaczyć wszystkie najważniejsze zabytki Włoch, a także kilka innych z całej Europy, z ruchomymi elementami np. pociągi czy łodzie. Dodatkowymi atrakcjami, w cenie biletu, są mini zoo, przejazd kolejką ponad parkiem i zamek z armatkami wodnymi. Niestety dwie ostatnie atrakcje są niedostępne dla wózków. Zamek, za fosą, ma schody, a u wejścia do kolejki stoją metalowe, bardzo wąskie barierki mimo że same drzwi do kolejki są odpowiednio szerokie. Nie mam pojęcia, co kierowało kimś, kto wymyślił te nieszczęsne barierki, szczególnie że sam wagonik był w miarę dostosowany. Poza tym park zasługuje na bardzo pozytywną ocenę mimo i można tam spokojnie spędzić cały dzień, podziwiając miniaturowe cuda. Wszędzie jest płasko, równo, zero progów itp., do tego na miejscu można coś zjeść, a przede wszystkim jest, co obejrzeć i majówka w Rimini staje się ciekawsza. Także polecamy, a w szczególności dla osób z dziećmi.

Włochy w miniaturze Rimini Włochy w miniaturze Rimini Włochy w miniaturze Rimini Włochy w miniaturze Rimini

Zachęcamy do przeczytania drugiego wpisu z włoskiej majówki, opisującego naszą wyprawę do San Marino.

Kamil Kowalewicz
2020-01-17T12:32:24+01:00 10 czerwca 2012|

O autorze:

Kamil Kowalewicz
Od poniedziałku do piątku zajmuję się grafiką na potrzeby reklamy, w międzyczasie obserwując promocje lotnicze. Bardzo, bardzo lubię pokera, w każdym jego aspekcie :) Tetraplegik, wózek aktywny.

Zostaw komentarz

Zgodnie z RODO musisz się zgodzić na dodanie komentarza i przesłanie wpisanych danych
Ten formularz gromadzi Twoje imię, adres e-mail, adres strony www i treść, dzięki czemu komentarze mogą funkcjonować na tej stronie. Aby uzyskać więcej informacji, zapoznaj się z naszą polityką prywatności, gdzie uzyskasz więcej informacji o tym, gdzie, jak i dlaczego przechowujemy Twoje dane.
Nie wykorzystujemy danych wpisywanych podczas komentowania do celów marketingowych (np. wysyłka newslettera).