W stronę słońca, czyli do Chorwacji przez Bratysławę i Budapeszt cz. 2

Po zwiedzeniu stolicy Słowacji, rządni ujrzeć niejednokrotnie już opisywane nam piękno Chorwacji, ruszyliśmy w stronę morza, słońca i Mastrinki, w której mieliśmy mieszkać. Do Chorwacji wjechaliśmy od strony Węgier i mimo, że Polacy mogą przekraczać granicę chorwacką „na dowód” to kontrola jest i chwilkę trzeba postać. Po wymienieniu uśmiechów z Panią celniczką wjechaliśmy na terytorium Chorwacji i pierwsze co nas powitało to czarne chmury zapowiadające deszcz.

Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jakie wzburzenie zapanowało w naszej podróżniczej brygadzie. Jak to? Chorwacja i deszcz? To nie możliwe! A jednak okazało się to możliwe, ba nawet realne i ulewny deszcz towarzyszył nam od Zagrzebia aż do długiego na kilka kilometrów tunelu.

Będąc jeszcze w Polsce, od ludzi często jeżdżących do Chorwacji, usłyszałem taką anegdotę „W Chorwacji pada coraz mniej i jest coraz cieplej z każdym pokonanym tunelem”. Kulminacją ponoć miał być ostatni, długi, na naszej drodze tunel, który wyprowadzał nas z gór i kierował w stronę morza. Podobno za nim się wszystko zmienia. Z taką nadzieją pokonywałem kolejne tunele wierząc, że „tak, tak, to już na 100% ten”. 🙂

W już trochę mniej ulewnym deszczu wjechaliśmy w końcu w jeden z najdłuższych tuneli (5670 m) chorwackiej autostrady A1 snujący się pod pasmem górskim Velebit w Dalmacji. Po wyjechaniu z tunelu nasz zachwyt był ogromny. Otóż ukazało nam się słońce, a deszcz i czarne chmury, które nam towarzyszyły przez ostatnie ponad 300 km, zniknęły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Dalej było już coraz cieplej, a zakład jaki postawiliśmy po wyjeździe z tunelu o temperaturę w Mastrince wygrała Asia, najmłodsza córka Gohy brata. Przy naszym wakacyjnym domu termometr wskazał 23 stopnie, a było po 20-tej.

U Ivana i Ivanki w Mastrince

Nasi Gospodarze, Ivan i Ivanka powitali nas na miejscu zimnymi napojami i mimo tego, że mówili tylko po chorwacku, to w międzynarodowym języku „ręce, nogi, głowa chodzi” pokazali nam dom i wyjaśnili ogólne zasady. Dom składał się z czterech osobnych sypialni, dwóch łazienek i salonu z kuchnią. Nadmiernych luksusów w środku nie było, ale było wszystko co potrzebne, a przede wszystkim żadnych schodów i innych barier dla mojego wózka. Jedyne do czego mógłbym się przyczepić to łazienka, ale dałem radę. Po obejrzeniu domu wyszliśmy na taras i całe zmęczenie podróżą prysło, bo jak może być inaczej, kiedy siadasz i Twoim oczom ukazuje się taki widok:

taras Mastrinka

Prawda , że pięknie? Do morza i plaży (jak w większości plaż Chorwacji – kamienistej) mieliśmy w porywach 20-30 metrów. Poranną kawkę przy szumie fal.. bajka! Piękne miejsce i świetni gospodarze i co chyba najważniejsze, brak natłoku turystów rodem z Krynicy Morskiej.

Pierwszy trop – spacer do Trogiru

Od naszego domu do Trogiru mieliśmy jakieś 2 kilometry więc jazda samochodem byłaby grzechem (po drodze była jedna górka, pod którą sam nie dałbym rady wjechać). Będąc jeszcze w Polsce wiele się naczytałem o Trogirze i o tym, że jest tak zwanym „must see” w Chorwacji. Trogir to miasto w środkowej Dalmacji, założone w III wieku p.n.e. przez greckich kolonistów pod nazwą Kozia Wieś. Następnie weszło w panowanie Dioklecjana, który stracił tu biskupa Splitu za szerzenie wiary chrześcijańskiej. Potem na jakiś czas, nad Trogirem panowanie objęli Węgrowie, a w 1420 roku, Trogir przejęli Wenecjanie. To właśnie wpływy tych ostatnich są mocno zauważalne na starówce Trogiru, która w 1997 roku została wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO.

My naszą wycieczkę zaczęliśmy od deptaka nad morzem, przy którym stały sporych rozmiarów jachty. Stwierdziliśmy ze szwagrem, że Goha mogłaby nam taki kupić. jej mina, kiedy oznajmiliśmy ten pomysł – bezcenna, słowa natomiast – niekoniecznie cenzuralne;). W związku z brakiem entuzjazmu Gohy do spełnienia naszego “skromnego” życzenia, kontynuowaliśmy poznawanie Trogiru.

jacht w Trogirze

Deptakiem doszliśmy do Twierdzy Kamerlengo podziwiając aleje palm i widoki na miasto po drugiej stronie zatoki. Spacer przerwał nam ulewny deszcz, który jednak nie trwał zbyt długo, więc mogliśmy kontynuować nasze spokojne wędrowanie.

palmy Trogir

Trogir

Trogir Goha

Wróćmy do Twierdzy Karlengo. Na samą Twierdzę da się podobno wejść, ale my z tego zrezygnowaliśmy na rzecz starówki Trogiru. Do miasta weszliśmy Bramą Lądową uhonorowaną figurą bł. Jana z Trogiru. Od razu po wejściu nasunęło mi się jedno skojarzenie – Wenecja.

Brama Lądowa Trogir

Starówka Trogiru jest uderzająco podobna do weneckich uliczek, no może poza brakiem kanałów wodnych. Uliczki są wąskie, klimatyczne, a budowle jedna w jedną wykonane z kamienia wysmaganego słońcem i wiatrem. Piękne miejsce, idealne aby w nim zabłądzić.

W takich miejscach urzeka mnie jeszcze jedna rzecz. Otóż w większości, uliczki wyłożone są równymi, kamiennymi płytami, które powodują, że mogę poruszać się sam i celebrować poczucie ruchowej niezależności. 🙂

Błądziliśmy po Trogirze dobrych parę godzin karmiąc wszystkie zmysły i chłonąc klimat Trogiru. Zobaczyliśmy zapewne wiele wspaniałych i ważnych historycznie budowli, ale przynajmniej dla mnie nie miały one jednostkowego znaczenia. Liczył się zapach wąskich ulic. Liczył się klimat i energia, jaką to miasto mi oddawało. Liczyła się całość – piękna starówka Trogiru.

ulica w Trogirze

starówka Trogir

Przechadzając się po Trogirze doszliśmy do placu nieopodal Katedry Świętego Wawrzyńca (widocznej powyżej, z prawej) i okazało się że będzie tu transmitowany finałowy mecz Mistrzostw Świata w piłce nożnej Argentyna – Niemcy. Mimo tego, że ani ja, ani Goha wielkimi fanami piłki kopanej nie jesteśmy, to zostaliśmy, bo któż oparłby się przeżywaniu tego ważnego widowiska razem z setkami kibiców, w tak wyjątkowym i pięknym miejscu.

mecz Argentyna Niemcy Trogir

Po meczu wróciliśmy do domu, ale Trogir odwiedzaliśmy jeszcze kilkukrotnie w celach spacerowych.

Półwysep jak łza, Szybenik i Wodospady Krka

Kolejnym punktem naszej chorwackiej wycieczki było zdobycie Wodospadów rzeki Krka. Rezerwat rzeki Krka, na którego terenie znajdowały się wodospady, był oddalony o 60 km od miejsca naszego zamieszkania. My jednak nie chcieliśmy pędzić nudną autostradą i wybraliśmy dłuższą drogę, prowadzącą magistralą adriatycką. Jak się okazało wybór był bardzo trafiony, bo widoki jakie dane nam było zobaczyć z dogi, wprawiały w niemały zachwyt. Szczerze polecam Wam przejazd choćby częścią magistrali – naprawdę warto. Brak autostradowej prędkości wynagrodzi Wam jazda wijącą się nad samym morzem droga, okalająca zatoki, pełna punktów widokowych. Jadąc tak brzegiem Adriatyku i mijając urocze chorwackie miejscowości natrafiliśmy na taki właśnie wyjątkowy punkt widokowy. Był to punkt z widokiem na miasto Primošten, leżące na półwyspie w kształcie łzy, a przynajmniej tak to widzieliśmy ja i Goha. Widok był niesamowity. Miasto wznoszące się na wzgórzu półwyspu i wszechobecne lazurowe morze. Zresztą sami zobaczcie.

Primošten

Jak już zrobiliśmy kilka zdjęć ruszyliśmy dalej, bo jeszcze przed wodospadami Krka chcieliśmy odwiedzić miasto Szybenik.

Po kilkunastu minutach dojechaliśmy do Szybenika. Z zaparkowaniem nie mieliśmy najmniejszych problemów bo w Chorwacji jest sporo miejsc parkingowych dla osób niepełnosprawnych. Po ustaleniu godziny spotkania naszej brygady z powrotem przy samochodach, ruszyliśmy w miasto, każdy w inną stronę. Po krótkim spacerze okazało się, że do najważniejszych zabytków Szybenika ja nie dojdę, bo prowadzą do nich schody. Tak więc zostaliśmy z Gohą na dole, a reszta naszej ekipy ruszyła na podbój zamku, a raczej Twierdzy św. Michała (nazywanej zamkiem Anny).

Twierdza w Szybeniku

Mimo, że nie poszliśmy podziwiać twierdzy to i tak świetnie, zresztą jak zwykle, się w swoim towarzystwie bawiliśmy. Przeszliśmy chyba cały nadmorski bulwar Szybenika w ślimaczym tempie zrelaksowanych turystów ciesząc się naszą wyprawą do Chorwacji. Na samym końcu owego bulwaru znaleźliśmy uroczą, schowaną między murami kawiarenkę. Na miejscu okazało się, że podają w niej sok z lawendy. Jako, że lawenda to jeden z „eksportowych” produktów Chorwacji, a w szczególności wyspy Hvar, postanowiliśmy soku z niej spróbować.

sok lawendowy

Powiem tak, był bardzo dobry ale żeby się nim aż tak zachwycać… Niemniej jednak jest świetny w celu zgaszenia pragnienia. Rozkoszowaliśmy się tak dłuższą chwilę swoją obecnością w tym pięknym, a przede wszystkim spokojnym miejscu.

Szybenik

Następnie poszliśmy zadowolić nasze brzuszki i na tym zakończyliśmy wizytę w Szybeniku.

Byłbym zapomniał. W Szybeniku, w biurze informacji turystycznej, otrzymaliśmy niemiłą wiadomość. Mianowicie taką, że Krka + wózek inwalidzki to rzecz nie do zrobienia, całkowicie nierealna. Przyznacie chyba, że nie była to informacja, której oczekiwaliśmy, szczególnie, że za około 30 minut mieliśmy znaleźć się właśnie w Krka. Mimo wszystko postanowiliśmy jechać i przekonać się na własnej skórze jak to z tym Parkiem Narodowym Krka i jego dostosowaniem jest. Nasza decyzja podyktowana była nie tylko naszym własnym interesem, ale również faktem, że przed wyjazdem nigdzie nie znaleźliśmy informacji na temat dostosowania tego miejsca dla osób niepełnosprawnych i tę właśnie lukę postanowiliśmy wypełnić po naszej podróży.

Jak pisałem wyżej, po niespełna 30 minutach byliśmy już przed bramą Parku Narodowego Wodospadów rzeki Krka. Do parku wjechaliśmy od miejscowości Lozovac, bo z naszym informacji wynikało, że jest tu największa infrastruktura i jak już to tylko stąd wejdę na wodospady. Podjechaliśmy do biura informacji parku. Goha przekazała miłej Pani zza biurka informację jaką otrzymała w Szybeniku i spytała czy jest jakaś szansa abym i ja zobaczył wodospady. Uwierzcie, dawno nie widziałem tak oburzonego człowieka. Okazało się bowiem, że Park szczyci się swoim dostosowaniem do potrzeb osób niepełnosprawnych i jest to dla nich bardzo ważna kwestia! No i jak tu wierzyć informacji turystycznej?!

Pokrótce o dostosowaniu Parku Krka. Otóż osoba niepełnosprawna może wjechać prywatnym samochodem (trzeba mieć i okazać na bramie ważną europejską kartę parkingową osoby niepełnosprawnej) na parking pod samymi wodospadami. Nieopodal parkingu jest punkt widokowy z którego roztacza się piękny widok na wodospady. Są tam oczywiście podjazdy i nawet toaleta dla osób niepełnosprawnych. Jeżeli chodzi o ścieżkę biegnącą wśród rzeki to jedynym ewentualnym problemem może być wejście na nią ponieważ do jej początku prowadzi delikatnie stroma górka. Dalej już jest super, płasko i równo idzie się drewnianymi kładkami kilkanaście centymetrów nad szemrzącą wodą. Takimi kładkami osoba niepełnosprawna może przebyć znaczną część Parku, aż do schodów prowadzących do usytuowanego przy wodospadach kąpieliska. Niestety wracać trzeba tą samą trasą, ale mimo to bardzo polecam taką wyprawę. Moim zdaniem Park jest bardzo dobrze dostosowany, na tyle na ile pozwoliła natura.

Bardzo się cieszę, że nie zaufaliśmy informacji turystycznej w Szybeniku i pojechaliśmy do Parku rzeki Krka. To, co tam zobaczyliśmy bardzo trudno byłoby opisać słowami, dlatego pozwolę sobie uraczyć Was samymi zdjęciami bez zbędnych opisów.

wodospady Krka

Park Narodowy Krka

wodospad Krka

osoby niepełnosprawne Krka

rzeka Krka

wodospad

wielki wodospad Krka

Park Narodowy w Chorwacji

I na koniec My. 🙂

Goha i Kamil w Krka

Znajomi znajomych są wszędzie

Po powrocie z wodospadów Krka postanowiliśmy kilka kolejnych dni spędzić na naszej przydomowej plaży uprawiając słodkie nierobienie niczego. Podczas jednego z takich „plażingowych” dni poznaliśmy naszych rodaków, czyli Anitę i Mirka z dziećmi oraz ich koleżankę Kasię, których przy tej okazji serdecznie pozdrawiamy. Okazało się, że Mirek studiował z koleżanką Gohy z liceum w Sztumie. To tylko skumulowało nasze pozytywne relacje i od tej pory spędzaliśmy w swoim gronie sporą część naszych wspólnych wakacji. Zresztą nadal utrzymujemy ten kontakt. 🙂 Jeszcze raz Was, Anito, Mirku, Julio, Basiu, Kasiu pozdrawiamy i ściskamy gorąco!

 

Dalszy ciąg relacji: W stronę słońca, czyli do Chorwacji przez Bratysławę i Budapeszt cz. 3

Kamil Kowalewicz
2020-01-17T12:23:51+01:00 4 sierpnia 2014|

O autorze:

Od poniedziałku do piątku zajmuję się grafiką na potrzeby reklamy, w międzyczasie obserwując promocje lotnicze. Bardzo, bardzo lubię pokera, w każdym jego aspekcie :) Tetraplegik, wózek aktywny.

4 komentarze

  1. MartaKa 16 lutego 2018 w 22:39 - Odpowiedz

    Witam. Niesamowicie się cieszę, że znalazłam tę stronę, jest kopalnią wiedzy 🙂 Właśnie planujemy długą majówkę w Chorwacji z córką, która jeździ na wózku i znalazłam tu odpowiedzi na wiele pytań i przestałam się bać tej wycieczki, dziękuję bardzo 🙂 Widzę, że wpis nie jest najnowszy, ale czy mogę prosić o jakieś namiary na ten domek w Mastrince? Pozdrawiam serdecznie!

    • Kamil Kowalewicz 16 lutego 2018 w 23:12 - Odpowiedz

      Witamy! Bardzo dziękujemy za tak miłe słowa, sprawiają one nam wieeeelką radość i powodują, że chcemy tworzyć jeszcze więcej przydatnych naszym czytelnikom treści. Z całego serca dziękujemy!
      Co do domku to można go zarezerwować tutaj: http://www.adriatyka.pl/obiekt.php?kod=c2074&x=0&y=0

      Życzymy samych pięknych chwil podczas wizyty w Chorwacji 🙂

  2. Wojtek 23 lipca 2018 w 19:15 - Odpowiedz

    Hej.Właśnie zarezerwowalismy apartament ww Mastrince.Czy te plaże tam są piaszczyste?Moja żona jest milosniczka plażowania.Tak na marginesie sporo sie od was dowiedzialem o okolicach.

    • Małgorzata Kowalewicz 25 lipca 2018 w 13:38 - Odpowiedz

      Cześć 🙂 Ciesze się, że nasze informacje okazały się przydatne. Co do plaży w Mastrince, jest to plaża z małych kamyków, więc warto mieć do plażowania karimatę, materac czy leżak, bo inaczej kamyki zrobią małżonce niekoniecznie przyjemny masaż całego ciała. W Chorwacji plaże piaszczyste to prawdziwa rzadkość, co nie zmienia faktu, że jest tam cudownie. Życzymy z Kamilem udanego urlopu, pięknej pogody i mnóstwa wrażeń

Zostaw komentarz

Zgodnie z RODO musisz się zgodzić na dodanie komentarza i przesłanie wpisanych danych
Ten formularz gromadzi Twoje imię, adres e-mail, adres strony www i treść, dzięki czemu komentarze mogą funkcjonować na tej stronie. Aby uzyskać więcej informacji, zapoznaj się z naszą polityką prywatności, gdzie uzyskasz więcej informacji o tym, gdzie, jak i dlaczego przechowujemy Twoje dane.
Nie wykorzystujemy danych wpisywanych podczas komentowania do celów marketingowych (np. wysyłka newslettera).