Wielki powrót, czyli Chorwacja po raz drugi. Część 3 – Splendor Splitu

Do Splitu od Trogiru jest około 35 km, a zatem niedaleko. Jest on drugim, co do wielkości miastem w Chorwacji i stolicą Dalmacji. Choć byliśmy tutaj w roku ubiegłym, o czym Kamil pisał w poście: W stronę słońca, czyli do Chorwacji przez Bratysławę i Budapeszt cz. 3, to postanowiliśmy zabrać tu naszą podróżniczą brygadę, bo Split to tzw. „must-see” w Chorwacji. Tym razem udało nam się zaparkować przy samej promenadzie. Nie interesowała nas oczywiście nowa część miasta, lecz jego starówka, ale zacznijmy jak zwykle od lekcji historii, którą postaram się pokrótce przedstawić.

Krótka lekcja historii Splitu

O historii tego drugiego co do wielkości miasta Chorwacji, można by napisać wiele, ale postaram się przedstawić Wam ją w sposób dość syntetyczny. Zacznijmy zatem od IV w. p.n.e., kiedy to powstaje osada pod nazwą Aspalathos, założona przez greckich kolonistów z Vis. W I w. n.e. miasto zostaje podbite przez Rzymian, którzy zakładają tu prowincję Iliricum ze stolicą w Salonie (pozostałości po tym starożytnym mieście do dzisiaj oglądać można niedaleko Splitu). Prawdziwa historia Splitu, moim zdaniem, rozpoczyna się jednak później, kiedy to cesarz Dioklecjan w 293 roku poleca rozpoczęcie budowy specjalnie zaprojektowanego pałacu.

pałac Dioklecjana Split

Pałac był ogromny. Miał 215 metrów długości i ponad 180 metrów szerokości (tu źródła podają nieco odmienne wielkości), co daje naprawdę niezłą powierzchnię mieszkalną. Myśląc o tych parametrach, na myśl mi przychodzi liczba potrzebnych do jego sprzątania osób. Podejrzewam jednak, że cesarz Dioklecjan nie miał kłopotów z utrzymaniem porządku. Pałac zbudowano przy morzu i ufortyfikowano. Niestety w ciągu wieków pałac Dioklecjana został tak zniszczony, że dzisiaj właściwie niewiele z niego widać, choć i to robi monumentalne wrażenie. Wróćmy jednak do historii Splitu, który od 395 roku znajdował się pod zwierzchnictwem Bizancjum, a w VI wieku stał się siedzibą arcybiskupa i znaczeniowo przerósł okoliczne miejscowości. W dalszym ciągu jednak to Salona była stolicą Dalmacji, co trwało do 693 roku, kiedy to zniszczyli ją Awarowie. I tu właśnie rozpoczyna się okres świetności Splitu. Część mieszkańców Salony po jej upadku, osiedliła się właśnie w Splicie, w którym najważniejszym obiektem był wspomniany już ufortyfikowany Pałac cesarza Dioklecjana. Zaczęli oni budować wokół pałacu swoje domy, które następnie otoczone zostały murem i w ten sposób powstał ośrodek miejski, który wówczas nie nosił jeszcze nazwy Split, a Spalatrum, czy też Spalatro. Już w VIII wieku miasto stanowiło istotny port handlowy i rynek zbytu dla wszelakich towarów czy to pochodzenia barbarzyńskiego, czy też bizantyjskiego. Jednak życie w ciągłym zagrożeniu z północy sprawiło, że Split zaczął podupadać. W XI wieku został włączony do Królestwa Chorwacji, by już w 1105 roku przejść pod panowanie królów Węgier, którzy rządzili tu około 300 lat. Po tym okresie przyszedł czas na kolejną zmianę „właścicieli” miasta, gdyż w 1420 roku Split przejęli Wenecjanie. To ci ostatni sprawili, że miasto odżyło i rozkwitło. Wenecjanie, jako doskonali kupcy i żeglarze znali znaczenie położenia tak miasta, jak i portu i wiedzieli, że bogaty, kwitnący Split, oznacza zyski dla republiki, dbali więc o swoje włości najlepiej, jak się dało. Trwało to do czasów napoleońskich, kiedy wskutek podbicia Wenecji, również Split dostał się we władanie Francji, co nie przyniosło żadnych istotnych zmian dla miasta. Ta sytuacja nie zmieniła się również wtedy, kiedy w XIX wieku, po upadku Napoleona, Split dostał się pod panowanie Dynastii Habsburgów, która również miała interes w tym, by miasto dobrze prosperowało. Dopiero wiek XX był nieco bardziej burzliwy, bo po I wojnie światowej miasto włączono do Królestwa Serbów, Chorwatów i Słoweńców, a w 1929 roku stało się ono częścią Jugosławii, co trwało do 1991 roku, z przerwą na lata 1941 – 43, bo w okresie II wojny światowej, Split znajdował się pod okupacją włoską. Ostatecznie od wspomnianego już 1991 roku Split jest częścią niepodległej Chorwacji.

Split i jego uroki

Jak pisałam na samym początku, w tym roku zjechaliśmy autem pod samą starówkę, której plan wygląda tak:

Split mapa

Jadąc na sam koniec parkingu znajdziecie co najmniej kilka miejsc dla osób niepełnosprawnych, z których dostępnością (w zależności od pory dnia) może być kłopot, bo wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO starówka Splitu, to bardzo oblegane miejsce, również przez osoby niepełnosprawne. Parking to koszt około 6-7 HRK za godzinę postoju, również dla posiadaczy magicznych niebieskich kart parkingowych. Jeżeli nie posiadacie takiej karty, radzę nie parkować na kopertach, gdyż w Chorwacji bardzo rygorystycznie przestrzega się przepisów dotyczących parkowania, a sądzę, że nikt nie chciałby zobaczyć blokady na kole po powrocie do auta.
Split wzbudza podziw natychmiast, wystarczy wysiąść z samochodu i rozejrzeć się dookoła, odetchnąć tym miejscem i tak zwyczajnie się zachwycić.

domy w Splicie

Skąd rozpocząć zwiedzanie? Właściwie wszystko zależy od Was. My ruszyliśmy promenadą wzdłuż morza, nazywaną Riva, w kierunku targu rybnego, który bardzo chcieliśmy zobaczyć.

Split promenada

Riva pełna jest restauracji, kawiarni, knajpek, które rozkładają swoje ogródki wzdłuż całej promenady, kusząc cieniem parasoli i palm. A tego cienia w lipcowym słońcu szukaliśmy tym bardziej, im wyżej na niebie stawało słońce. Dlatego też polecamy Split wcześnie rano i to z dwóch powodów. Po pierwsze temperatura, która tego roku nie spadała nam poniżej 35 stopni, a po drugie tłumy, których po godzinie dziewiątej w Splicie nie da się uniknąć, co utrudnia nie tylko poruszanie się, ale również fotografowanie, czy nagrywanie.
Idąc promenadą, weszliśmy do informacji turystycznej, gdzie zaopatrzyliśmy się w mapę starówki i wszelkiego rodzaju przewodniki dotyczące Splitu, co wszystkim podróżującym absolutnie polecam. Kontynuując nasz niespieszny spacer dotarliśmy do targu rybnego, który właściwie kończył już swoją działalność, ale wciąż jeszcze było na co popatrzeć i czego powąchać, gdyż jego „zapach” unosił się w rozgrzanym powietrzu.

targ rybny Split

Ruszyliśmy wzdłuż murów pałacu, płaską, równą ścieżką, idealną również dla wózka, podziwiając kunszt wykonania murów.

Split ścieżka do bramy

mury Splitu

Jak możecie zauważyć, są one już bardzo zniszczone, co nie dziwi, kiedy przypomnimy sobie, jak są wiekowe. Ich fragmenty można podziwiać również wyeksponowane na przylegającym do nich trawniku, więc nie zapomnijcie spojrzeć również pod nogi.

fragmenty murów Splitu

Tak spacerując dotarliśmy do Złotej Bramy.

Złota Brama Split

Złota Brama znajduje się po północnej stronie starówki i przechodząc przez nią, wkracza się na teren Pałacu Dioklecjana. Tym samym poczuć można ogrom tego zabytku, ale o tym za chwilę. Tuż przed Złotą Brama znajduje się potężny pomnik Grgura Ninkiego (Grzegorza z Ninu), X-wiecznego biskupa Ninu, który propagował liturgię w języku chorwackim.

Grzegorz z Ninu

W ubiegłym roku nie mieliśmy szczęścia zobaczyć tej wizytówki miasta, gdyż trwały tu prace konserwatorskie. Tym razem jednak się udało i mogłam dotknąć jego dużego palca u lewej nogi. Po co? Otóż, według legendy, takie dotknięcie przynosi szczęście, więc postanowiłam je sobie zapewnić. Przechodząc przez Złotą Bramę, wkroczyliśmy na ulicę Dioklecijanovą i kolejny raz poczułam (myślę, że Kamil również) ten znajomy zachwyt. Bo jak tu się nie zachwycić, widząc i słysząc coś takiego.

Złota Brama Split

muzyk Split

Zdjęciom i zachwytom nie było końca. Znalazły się również jakieś monety dla pięknie grającego mężczyzny, który nie przerywając swojego repertuaru, podziękował nam lekkim skinieniem głowy i uśmiechem. Ruszyliśmy dalej ulicą Dioklecijanovą i skręcając w lewą stronę dotarliśmy do Placu Owocowego.

plac Grzegorza z Ninu

Niedaleko placu, na ulicy Papalićevej 1, znajduje się Muzeum Miejskie, mieszczące się w Pałacu Papalićów. Muzeum otwarte jest w sezonie od 9:00 do 21:00 (wtorek – piątek), a weekendy do 16:00. Nie wchodziliśmy do środka, gdyż wystawa mieści się na trzech kondygnacjach. Sam pałac jest natomiast niezwykle ciekawy. Uważa się go za najcenniejszy gotycki zabytek Splitu, więc warto chwilę się przy nim zatrzymać przed dalszym zwiedzaniem. Stąd spacerując wąskimi uliczkami, udaliśmy się do serca splickiej starówki, czyli w kierunku perystylu.

uliczka Split

I gdzie ten Pałac Dioklecjana?

No właśnie, „gdzie ten pałac?” pyta wielu ludzi po dotarciu na starówkę w Splicie. Wyjaśnijmy to zatem. Na początku tego postu podałam wymiary Pałacu Dioklecjana, które dają powierzchnię około 39 tysięcy metrów kwadratowych. A zatem, proszę Państwa, Pałac Dioklecjana to de facto cała starówka Splitu. Ta starożytna cesarska rezydencja jest tak duża, że… jej nie widać. Całość bardziej sprawia wrażenie miasta z antycznymi pozostałościami, które otaczają mury obronne. Żeby lepiej zwizualizować sobie ten unikatowy zabytek, dodam, że w obrębie pałacowych murów stoi dziś ponad 200 budynków, oczywiście zamieszkałych.

Jak sama nazwa wskazuje, Pałac Dioklecjana zbudował na swoje potrzeby rzymski cesarz Dioklecjan. Sama jego osoba jest dosyć ciekawa, gdyż obejmując rządy w 284 roku po Chrystusie, wprowadził w Cesarstwie Rzymskim zmianę ustrojową, zwaną tetrarchią. Zmiana ta polegała na tym, że Imperium Rzymskie rządzone było jednocześnie przez dwóch cesarzy, nazywanych Augustami. Każdy miał swojego pomocnika, nazywanego Cezarem. Każdy August miał abdykować po 20 latach, a jego miejsce zająć miał Cezar, który szukał sobie nowego pomocnika. W ten sposób, zdaniem Dioklecjana rządy w cesarstwie mieli sprawować zawsze ludzie najmądrzejsi i w pełni sprawni tak fizycznie, jak i psychicznie. Zgodnie z własnymi ustaleniami Dioklecjan abdykował w 305 roku n.e. i osiedlił się w splickim pałacu, który budowany był przez poprzednich 12 lat. W istocie była to bardziej twierdza niżeli pałac. Doskonale uwidoczni Wam to poniższy kolorowy rysunek wykonany przez Ernesta Hebrarda, francuskiego planistę, przedstawiający rekonstrukcję Pałacu Dioklecjana.

pałac Dioklecjana Split

Monumentalny, prawda? Dioklecjan nie oszczędzał na budowie swojej siedziby, sprowadzając marmury z wyspy Brač, Włoch i Grecji oraz pochodzące z XV w. p.n.e. stare kolumny i sfinksy z Egiptu.

sfinks Split

W ten właśnie sposób powstała zaplanowana na wzór obozu wojskowego, w pełni samowystarczalna, prostokątna twierdza, która mogła wytrzymać nawet bardzo długie oblężenie. Szczególnie, że wysokość murów obronnych dochodziła do 26 metrów, a ich grubość oscylowała w granicach 2 metrów. Ponadto Pałac Dioklecjana posiadał aż 16 baszt, stanowiących doskonałe miejsca do obrony. Wewnątrz pałacu przebiegały dwie wewnętrzne ulice, cardo i decumantus (odpowiednio podłużna i poprzeczna), wzdłuż których ustawiono szeregi kolumn. Na ich przecięciu znajdował się wewnętrzny dziedziniec – perystyl.

perystyl Pałac Dioklecjana

perystyl Pałac Dioklecjana

Ulica poprzeczna oddzielała część przeznaczoną dla cesarza (apartamenty z widokiem na morze), od części przeznaczonej dla służby czy gwardii. Stojąc na perystylu, twarzą na południe, widzimy wejście do cesarskich apartamentów (westybul). Majestatu temu cylindrycznemu przedsionkowi dodają cztery kolumny, między którymi zmieściły się dwie kaplice.

westybul Pałac Dioklecjana

To tu ku uciesze turystów można zobaczyć rzymskich gwardzistów, co i nam się udało. Poruszanie się po perystylu nie jest jakieś strasznie uciążliwe, dzięki wielkim kamiennym płytom, które się tutaj znajdują. Bywają jednak miejsca, gdzie jest trochę trudniej. Dla chcącego jednak nic trudnego.

perystyl wózek inwalidzki

Z perystylu stromymi schodami można zejść w dół do dawnych komnat, co sobie z Kamilem odpuściliśmy ze względów oczywistych, ale część naszej brygady dotarła tam i dzięki Grzesiowi, Pauli, Tomkowi i Ani możemy pokazać Wam, co też można tam ujrzeć.

podziemia Pałacu Dioklecjana

podziemia Pałacu Dioklecjana

My do podziemi dostaliśmy się z innej strony, o czym za chwil kilka napiszę. Stojąc twarzą do westybulu, po lewej ręce widzimy Katedrę Św. Dujama, niskiej rotundy, nad którą wznosi się smukła dzwonnica.

Katedra Św. Dujama

Początkowo było tu ośmiokątne mauzoleum Dioklecjana, do którego wejście znajdowało się w miejscu dzisiejszej dzwonnicy, a strzegły go sfinksy i lwy. Oczywiście zwiedzanie musieliśmy sobie darować ze względu na schody. Podobno jednak z dzwonnicy jest przepiękny widok na Split. Tu muszę chwilę się zatrzymać i ponownie wspomnieć cesarza Dioklecjana, który wsławił się jako jeden z największych prześladowców chrześcijan. Czyż nie jest ironią fakt, że jego mauzoleum stało się chrześcijańską świątynią? Ciekawe co miałby dziś na to do powiedzenia. Nie będę pisała o wnętrzu katedry św. Dujama, bo w nim nie byłam, jednak z zewnątrz robi naprawdę ogromne wrażenie. Biała, koronkowa dzwonnica w stylu romańsko-gotyckim ma 61 metrów wysokości i naprawdę trudno ją przez to sfotografować. Gdyby nie czujność dbających o to dzieło ludzi, dzisiaj mogłoby jej nie być, bo na przełomie XIX i XX wieku groziło jej zawalenie. Jednakże w 1908 roku rozebrano ją i zbudowano ponownie. Choć ludzie Ci mnie nie usłyszą, to jednak ogromnie dziękuję, że ocalili ją również dla mnie i Kamila.

Co jeszcze można tu zobaczyć? Oj zapewne wiele, choć my z Kamilem darowaliśmy sobie wnętrza Świątyni Jowisza, czy Muzeum Etnograficzne. Dlaczego? Upał, schody i chyba nieco inny cel niż eksponaty. Słońce naprawdę już grzało niemiłosiernie, nawet dla mnie miłującej skwar, więc postanowiliśmy ruszyć w poszukiwaniu ochłody. Tu spotkała nas niespodzianka, bo przewodniczka, która spostrzegła Kamila czapkę z wentylatorkiem, zasilaną bateriami słonecznymi, bardzo chciała ją od niego odkupić. Kamil jednak nie dał się przekonać, mimo iście cesarskiej oferty pani przewodnik. Kierując się w stronę Rivy, w poszukiwaniu cienia i ochłody, fotografowaliśmy starówkę Splitu tam, gdzie nas urzekła. Zamiast czytania, zapraszam zatem do pooglądania kilku zdjęć.

Split

Split

Split

Split

Pragnienie choć odrobiny chłodu przywiodło nas do wspomnianych wcześniej podziemi, gdzie znajduje się zjazd. Wchodząc do środka, nie spodziewałam się ujrzeć czegoś takiego:

targ w podziemiach Pałacu Dioklecjna

stoiska oferowały chyba wszystko, od kamiennych mis, moździerzy, świeczników, poprzez koszulki z napisem „I love Croatia”, aż do toreb i pocztówek. Na zdjęciu widać schody wiodące tu od drugiej strony. Kierując się lekko w bok, można sobie pooglądać znajdujące się tu ekspozycje, za co oczywiście trzeba zapłacić.

podziemia Pałacu Dioklecjana Split

Mnie osobiście nie urzekły, bo wszystko było ogrodzone i podziwiać można było tylko z oddali, a ja lubię interaktywnie – dotknąć, przyjrzeć się z bliska, powąchać. Poza tym, naprawdę byliśmy zmęczeni, co zaowocowało oczywiście tzw. głupawką i selfie z Dziubkiem.

my w podziemiach

Zbliżała się pora zaspokojenia głodu i pomimo wielu możliwości posilenia się w Splicie, w cieniu Pałacu Dioklecjana, nas poniosła ułańska fantazja.

Na obiad do Makarskiej

Tak, to nie pomyłka, przejechaliśmy około 90 km na obiad. Po co? A tak, żeby naszym towarzyszom podróży, Natalii i Sebastianowi, zrobić przyjemność, żeby podziwiać Adriatyk z wijącej się wzdłuż niego Magistrali Adriatyckiej. A widoki były naprawdę zacne, czego z racji trzymania w rękach kierownicy nie mogłam dla Was uwiecznić. W Makarskiej było równie gorąco, jeśli nie goręcej, niż w Splicie, ale mimo to przespacerowaliśmy się trochę.

Makarska

Makarska

W Makarskiej nie ma zbyt wielu zabytków, a te które się tu znajdują rozlokowane są w pobliżu zatoki. Makarska mimo swojej sięgającej antyku historii, jest raczej centrum sportu, rozrywki, kultury i biznesu. To tu przyjeżdżają ludzie, którzy w Chorwacji szukają rozrywki, otwartych do rana restauracji i dyskotek, ogółem bujnego nocnego życia towarzyskiego. Jest to też świetna baza wypadowa dla osób, które chcą się wspiąć na jeden z najwyższych szczytów w Chorwacji – Sv. Jure (1762 m. n.p.m.). Idąc wzdłuż przystani nie sposób jednak nie zwrócić uwagi na Kościół św. Filipa Nero.

kościół św. Filipa Makarska

Jak widzicie jest pięknie położony pomiędzy szczytami a zatoką. Nieopodal niego obejrzeć można nagrobki pochodzące jeszcze z czasów rzymskich.
Makarska jest w miarę płaska, więc kłopotów z poruszaniem się po niej nawet na wózku mieć nie powinniście. Parkingi są jak wszędzie płatne, ale cena za godzinę nie wyczyści Waszej kieszeni za bardzo. Ceny w restauracjach bywają naprawdę różne, więc wszystko zależy od zasobności Waszego portfela i aktualnego apetytu. Ja osobiście absolutnie polecam stek z tuńczyka, bo rozpływa się w ustach. Na samo wspomnienie o nim zgłodniałam. 😉
Mając chwilę oddechu, postanowiliśmy przedyskutować, co będziemy robić w następnych dniach i postanowiliśmy, że ponownie spróbujemy odkryć Szybenik i sprawdzić czy rzeczywiście jest tak niedostępny dla osób niepełnosprawnych, jak nam się zdawało w ubiegłym roku. O tym jednak i o niespodziance, jaka nas spotkała, napiszę już w następnej relacji.

 

Czwarta część relacji z Chorwacji: Wielki powrót, czyli Chorwacja po raz drugi. Część 4 – Szybenik

Małgorzata Kowalewicz
2020-01-17T12:17:15+01:00 26 września 2015|
Małgorzata Kowalewicz
Wolę jak się do mnie zwraca po prostu Goha (wiem, wiem, że powinno być przez "ch" :)). Na co dzień pracuję z dziećmi ucząc je angielskiego. Poza podróżami i językiem angielskim moją pasją jest resocjalizacja. Gdy tylko mogę to śpiewam, bo życie jest muzyką :)

Zostaw komentarz

Zgodnie z RODO musisz się zgodzić na dodanie komentarza i przesłanie wpisanych danych
Ten formularz gromadzi Twoje imię, adres e-mail, adres strony www i treść, dzięki czemu komentarze mogą funkcjonować na tej stronie. Aby uzyskać więcej informacji, zapoznaj się z naszą polityką prywatności, gdzie uzyskasz więcej informacji o tym, gdzie, jak i dlaczego przechowujemy Twoje dane.
Nie wykorzystujemy danych wpisywanych podczas komentowania do celów marketingowych (np. wysyłka newslettera).