Po poprzednim wieczorze, spędzonym głównie na krakowskim Rynku Głównym, postanowiliśmy zobaczyć coś jeszcze, aby dopełnić nasz weekend w Krakowie. W planach na ten dzień była m.in. Droga Królewska, poczynając od Barbakanu i Bramy Floriańskiej, aż po Wawel. Od 1734 roku tą właśnie trasą przemierzały orszaki koronacyjne królów oraz ich procesje pogrzebowe. To właśnie wzdłuż Drogi Królewskiej znajdują się najważniejsze zabytki Krakowa. Mieliśmy również wiele innych miejsc do zobaczenia poza Drogą Królewską takich, jak słynne Colegia Maius, Minus czy Novum, nie pominąwszy Muzeum Czartoryskich. Ten dzień z naszego weekendu w Krakowie zakończyć mieliśmy na krakowskim Kazimierzu. Wiele do opisania i przeczytania. By nasza opowieść dobrze się czytała, podzielę ją na części. W tej, przeprowadzę Was Drogą Królów. Zapraszam zatem w podróż, której szlakiem będzie Droga Królewska na Wawel.

W ten weekend w Krakowie będziemy królem i królową! Naszym celem jest Droga Królewska.

Te słowa powitały mnie tego poranka przy śniadaniu. Oczywiście wypowiedział je nie kto inny, a mój drogi Kamil, który musicie uwierzyć mi na słowo ma czasem iście królewskie zapędy, choć z drugiej strony, ja również potrafię być prawdziwie kapryśną królową. Po królewskim śniadaniu postanowiliśmy podążyć do początku Drogi Królewskiej i nią udać się w kierunku Wawelu.

Od hotelu Wielopole ruszyliśmy Plantami w kierunku Bramy Floriańskiej.  Spacerując niespiesznie, zastanawiałam się dlaczego Planty nazywają się Plantami i co to właściwie oznacza. Poszperałam trochę i okazało się, że planty to nic innego, jak zieleńce publiczne zakładane w miejscu dawnych fortyfikacji miejskich, fos i wałów. Sama nazwa przyjęła się w Polsce w XIX wieku. Nazwa Planty, pochodzi od słowa splantowania znaczącego wyrównanie rumowisk, które znajdowały się tu przed otwarciem ogrodów. Zmierzając niezwykle przyjaznymi osobom niepełnosprawnym Plantami w kierunku Drogi Królewskiej obserwowaliśmy ludzi odpoczywających tu mimo naprawdę wczesnej pory i sami postanowiliśmy przysiąść na jednej z licznych ławeczek i popatrzeć, jak spędzają czas mieszkańcy Krakowa w ten sobotni poranek.

Goha na Plantach

Jednocześnie porównywaliśmy dzisiejsze Planty z tymi, które pamiętaliśmy sprzed lat. Kiedyś strach tu było przyjść, szczególnie po zmroku. Pamiętam z moich studenckich czasów, kiedy odwiedzana przeze mnie koleżanka mawiała, że na Planty się nie chodzi, bo pełno tam ćpunów, pijaków i podejrzanego elementu. A dzisiaj? Spokój, uśmiech, multikulturowość. Amatorzy niekontrolowanego wyrzutu adrenaliny, na pewno go tu nie znajdą, ale miłośnicy zielonych płuc ogromnych miast z pewnością tu wypoczną. A odpoczywać jest gdzie, bo krakowskie Planty mają długość około 4km, a obszarowo zajmują ponad 21 ha. O ich wyjątkowości świadczy również fakt, iż UNESCO uznało je godnymi umieszczenia na swojej liście.

Kamil na Plantach

Nie będę tu pisała o historii ich powstania, ale chętni bez trudu znajdą ją dla siebie. Dość dodać, że Planty są miejskim ogrodem w stylu angielskim o nieregularnych ścieżkach. Polecam spacer od ul. Franciszkańskiej w kierunku Wzgórza Wawelskiego, gdyż ta aleja jest naprawdę urokliwa.

Podążając w kierunku Bramy Floriańskiej, gdzie ma swój początek Droga Królewska, zobaczyliśmy odcinającą się na tle nieba sylwetkę Teatru im. Juliusza Słowackiego. Nim jednak do niego doszliśmy, dopadło nas stado gołębi, całkiem oswojonych, jak się okazało, bo chociaż niespecjalnie się starałam, to dosłownie jadły mi z ręki.

Goha i gołębie na Drodze Królewskiej

Nie przeszkadzało im nawet, nagrywanie i robienie sobie z nimi selfie, co bardzo Kamila i mnie rozśmieszyło, bo przyzwyczajeni jesteśmy raczej do płochliwej wersji tego ptactwa.

Goha i krakowskie gołębie

Po krótkiej sesji zdjęciowej ruszyliśmy dalej w kierunku Bramy Floriańskiej i Barbakanu, spoglądając zaledwie w kierunku wspomnianego już Teatru im. J. Słowackiego, który monumentalnie odcinał się na tle sierpniowego nieba.

Teatr J. Słowackiego w Krakowie

Przypomniało mi się jak ponad 20 lat temu byłam tutaj na spektaklu „Damy i huzary”. Nie pamiętam, kto grał, ale pamiętam, że śmiałam się do rozpuku, oglądając przedstawienie. Kiedyś muszę sprawdzić, jak zmieniło się wnętrze tego ośrodka kultury. Tym razem mieliśmy jednak inny plan.

Nasza Droga Królewska

Kierując się ku Bramie Floriańskiej nie sposób nie zwrócić uwagi na jedyne zachowane fragmenty murów miejskich, w cieniu których powstał swego rodzaju stragan z obrazami. Pięknie się to wszystko razem komponuje, więc warto przynajmniej na chwilę przystanąć i pooglądać.

mury miejskie w Krakowie

Same mury również mają swoją ponad siedemsetletnią już historię, bo prace nad nimi rozpoczęto w XIII wieku i docelowo miały otaczać cały Kraków. Jak postanowiono, tak zrobiono i w XIV wieku jedyna droga do miasta wiodła przez wkomponowane w fortyfikacje bramy. Jednakże w wieku XIX postanowiono je rozebrać. Jak postanowiono, tak też zrobiono i dzisiaj można oglądać jedynie ich fragment. A i tego by nie było, gdyby nie senatorowie Wolnego Miasta Krakowa, którzy swoimi staraniami uratowali między innymi Bramę Floriańską, do której właśnie dotarliśmy.

Brama Floriańska

Brama Floriańska jest zdecydowanie jednym ze znaków rozpoznawczych Krakowa. To tutaj ma swój początek wielokrotnie już przeze mnie wspominana Droga Królewska i to z tym miejscem wiąże się pewna legenda, o której zaraz wam opowiem. Brama powstała w XIV wieku i była jedną z ośmiu istniejących w obrębie murów miejskich bram. Jednakże jej wyjątkowość polegała na tym, że każdy, kto zmierzał do miasta, musiał przejechać właśnie przez Bramę Floriańską. Gdzie ją znajdziecie? Przy ulicy o tej samej nazwie, krzyżującej się z ulicą Pijarską. Sama brama ma aż 34 metry wysokości. Kiedyś znajdował się nad nią orzeł zastąpiony później (w wieku XIX) orłem piastowskim projektu Jana Matejki.

orzeł piastowski

Normalnym obrazkiem są tutaj artyści, szczególnie grająco-śpiewający, którzy wykonywaną przez siebie muzyką dodają temu miejscu niezwykłego uroku. Dlatego warto zatrzymać się na chwilę, posłuchać, wspomóc jakimś groszem. My posłuchaliśmy tutaj artysty, którego niedługo potem zobaczyliśmy w programie The Voice of Poland i mieliśmy oboje niezłą frajdę z tego, że mogliśmy posłuchać go w bardziej naturalnej, niż sceniczna odsłonie.

uliczny muzyk w Krakowie

To jednak nie wszystko, co w Bramie Floriańskiej jest ciekawe. Trzeba wspomnieć o tym, iż wewnątrz bramy zlokalizowany jest ołtarz pochodzący z początków XIX wieku. Otóż, posiada on późnobarokową kopię obrazu Matki Boskiej Piastowskiej, z którą wiąże się obiecana przeze mnie legenda.

W okresie konfederacji barskiej, w 1768 r. pasamonik (rzemieślnik wyrabiający m.in. pasy, frędzle itp.) Marcin Oracewicz zastrzelił rosyjskiego oficera, dowodzącego wrogimi wojskami. Legenda głosi, że kiedy wróg napierał na Bramę Floriańską, Oracewicz pobiegł w jej stronę. Następnie, potarł guzik o cudowny wizerunek Matki Bożej i przywołał Ją na pomoc. Podczas obrony bramy, kiedy wszystko zdawało się stracone, bo zabrakło mu amunicji, nabił strzelbę tym właśnie guzikiem i strzelił, śmiertelnie raniąc Panina. W ten sposób Oracewicz uratował Gród Kraka przed nieprzyjacielem. No i popatrzcie, zwykła zdawałoby się brama. Ot, kupa kamieni, a tu tyle niespodzianek. Warto więc czasem poszperać i poszukać ciekawostek, bo zmieniają one zwykła sentymentalną podróż w odkrywanie, które jest przecież tak pasjonujące.

Poszukując wspomnianego wcześniej piastowskiego orła, przeszłam na drugą stronę i ujrzałam kolejny symbol Krakowa – Barbakan.

Barbakan Kraków

Porzuciłam więc na chwilę Drogę Królewską i Kamila, by przyjrzeć mu się z bliska. Ta gotycka perła krakowskich fortyfikacji zwana jest potocznie Rondlem. Dlaczego? Być może dlatego, że stanowi wycinek koła o średnicy wewnętrznej 24,40 m. Ale to tylko moja teoria. Barbakan w Krakowie powstał pod koniec XV wieku z polecenia polskiego króla Jana Olbrachta z powodu narastającego zagrożenia ze strony Turków. Wybudowano go w stylu gotyckim. Posiada siedem wieżyczek okrągłych i sześciobocznych ułożonych naprzemiennie. Dawniej połączony był z Brama Floriańską i jego głównym zadaniem była jej obrona. Co ciekawe, krakowski barbakan jest największym i najlepiej zachowanym z gotyckich barbakanów w Europie (ocalało ich całe trzy). Barbakan można oczywiście zwiedzać, ale cechuje go niestety bardzo nierówna, brukowana nawierzchnia, więc decyzja należy do Was.

Wróciłam do Kamila i ruszyliśmy w trasę całkowicie przyjazną osobom niepełnosprawnym, jaką jest Droga Królewska. Jej pierwszym etapem jest ulica Floriańska, która biegnie aż do Rynku Głównego.

Droga Królewska - Floriańska

Ciekawostką jest to, że ulica Floriańska była początkiem dawnej drogi w kierunku Warszawy. Szliśmy i nagle zauważyłam ciekawy szyld, który oczywiście skojarzył mi się jednoznacznie.

pod Złotą Pipą

Naprawdę czuję się usprawiedliwiona, choć jak się okazało interpretacja była mylna, bo „Złota Pipa” oznacza mosiężną rurę z piwem. Jeżeli chcecie zakosztować staropolskiej i galicyjskiej kuchni, to zdecydowanie polecam wizytę Pod Złotą Pipą, szczególnie, że jak na tę lokalizację, naprawdę nie jest jakoś wybitnie drogo. Sama restauracja ma niezwykle ciekawą historię i związane z nią legendy chociażby o wawelskim smoku. Wróćmy jednak na ulicę Floriańską. Droga Królewska uświetniana jest przez wiele zabytkowych i ciekawych kamienic, jak choćby Kamienica „Pod Murzynami”, której pierwsze piętro wspierają płaskorzeźby dwóch murzynów. Innym ciekawym budynkiem przy Drodze Królewskiej jest Hotel pod Różą. Ten najstarszy hotel w Krakowie od XVII wieku przyjmował najznamienitszych gości takich, jak car rosyjski Aleksander I, wielki książę Konstanty, Franciszek Liszt czy Honoré de Balzac.

Hotel pod Różą

Tymczasem dotarliśmy kolejny raz do Rynku Głównego, przez który przebiega Droga Królewska, by następnie kontynuować trasę ulicą Grodzką. Ta, jedna z najstarszych ulic Krakowa była częścią szlaku handlowego północ-południe. Grodzka rozpoczyna się na wspomnianym już Rynku Głównym i biegnie w kierunku Wawelu. To na tej ulicy urodziła się wybitna polska aktorka Helena Modrzejewska (dom nr 22), znana między innymi z ról w Hamlecie, Otellu czy Marii Stuart. Przy ulicy Grodzkiej swoją pracownię miał również Wit Stwosz (dom nr 39). I to wreszcie tutaj mieści się kolejna legendarna Restauracja Pod Aniołami.

restauracja pod Aniołami

Restauracja znajduje się w kamienicy z XIII wieku, przy ulicy Grodzkiej, stanowiącej część Drogi Królewskiej wiodącej na Wawel, którą niegdyś podążali królowie, rycerze i kupcy. To tutaj przez ponad trzysta lat mieszkali i mieli swoje pracownie krakowscy złotnicy, którzy przetapiali dukaty i talary na ozdoby i kielichy. Niestety mieści się w piwnicy, a więc do pokonania są schody, co osobom niepełnosprawnym może zdecydowanie utrudnić skorzystanie z jej uroków. Jednak nie wszystko stracone, bo w sezonie letnim można skorzystać ze stolików ustawionych na zewnątrz.

Ulica Grodzka, tak samo jak Floriańska, pełna jest artystów, którzy prezentują swoje umiejętności, licząc na wsparcie odwiedzającej to miejsce widowni.

cymbalistka na Drodze Królewskiej

Musicie naprawdę uważać, bo występy potrafią skraść nie tylko duszę miłośnikom muzyki, ale również mnóstwo czasu, który jest tym bardziej cenny, im mniej go macie. My daliśmy się uwieść na kilka chwil i zamiast podążać dalej Drogą Królewską, zatopiliśmy się w dźwiękach niezwykłej muzyki.

Ocknąwszy się ruszyliśmy dalej w kierunku Wawelu, mijając po drodze niezwykle piękny kościół Piotra i Pawła. Co w nim niezwykłego?

kościół Piotra i Pawła

Ten ufundowany przez Jezuitów kościół, jest pierwszą budowlą barokową w Krakowie. Znajduje się on na ul. Grodzkiej 52, a w jego wnętrzu można podziwiać dzieła przedstawiające sceny z życia św. Piotra i Pawła oraz posągi patronów Polski św. Stanisława i Wojciecha. Nie zawitaliśmy do środka, bo brak tutaj udogodnień dla osób niepełnosprawnych, szczególnie z dysfunkcją ruchu. Zadowoliliśmy się obejrzeniem go z zewnątrz z jego charakterystycznym ogrodzeniem, prezentującym postaci dwunastu apostołów.

Będąc przy kościele wystarczy się obejrzeć, by zobaczyć jeden z najstarszych budynków Uniwersytetu Jagiellońskiego, znajdujący się na ul. Grodzkiej 53.

Collegium luridicum

Collegium Iuridicum, bo o nim mowa, to budynek, który powstał w XV wieku dzięki połączeniu dwóch kamienic, zgodnie z testamentem królowej Jadwigi. W budynku mieściło się kolegium prawa kanonicznego.

Nasz leniwy spacer ulicą Grodzką obfitował w wiele przystanków i jestem przekonana, że też każdy z Was znajdzie tutaj coś, co go zafascynuje. My po prostu cieszyliśmy się swoim towarzystwem, pogodą i otaczającą nas niezwykłością jaką zapewniała Droga Królewska.

my na Grodzkiej

Grodzka w Krakowie

Tymczasem zmierzaliśmy, do wielkiego finału naszej wycieczki Drogą Królewską, a miało być nią wzgórze Wawelskie. Zachęceni informacjami, że na Wawel prowadzą dwie drogi, z których jedna jest do pokonania przez osoby na wózkach inwalidzkich, pewnie zmierzaliśmy do celu. I co się okazało? Hmmm….

wzgórze wawelskie - koniec Drogi Królewskiej

Z jednej strony ostro pod górę, z drugiej – mniej ostro (ale jednak ostro) i bardzo długo pod górę. Do tego wszystkiego sam Wawel niewiele oferuje osobom na wózkach inwalidzkich, bo większość jest po prostu niedostępna. Postanowiliśmy nie tracić czasu i Drogę Królewską zakończyć przy wawelskim smoku. Tak też zrobiliśmy i po kilku chwilach byliśmy przy rzeźbie upamiętniającej legendarnego smoka wawelskiego, strzegącego smoczej jamy.

smok wawelski w Krakowie

Wiele jest wersji Legendy o Smoku Wawelskim, a wszystkie pasjonujące. Tak samo, jak upamiętniająca go rzeźba, która co jakiś czas zieje prawdziwym ogniem, ku uciesze widzów, szczególnie tych najmłodszych.

Tak zakończył się nasz spacer Drogą Królewską, a co jeszcze widzieliśmy w Krakowie i jakie ciekawe miejsca Krakowa poznaliśmy, przeczytacie już w najbliższym poście.

Przeczytaj też:

Weekend w Krakowie, magicznym mieście, o wieczornym spacerze po Krakowie.

Weekend w Krakowie, magicznym mieście – Ciekawe miejsca Krakowa, w którym szukaliśmy ukrytych miejsc Krakowa.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ