Werona w jeden dzień – nie tylko tropem Romea i Julii (Eurotrip #2)

Po spędzeniu jednego dnia w Pradze, 10 lipca udaliśmy się w niemalże całodzienną podróż do Werony, w której mieliśmy się przejść tropem Romea i Julii. Werona miała być kolejnym przystankiem w naszej samochodowej podróży po Europie. Jednocześnie, Werona stała się naszym pierwszym, ale nie ostatnim włoskim przystankiem w czasie tej podróży.

Pamiętam, jak planowaliśmy cały wyjazd i Kamil pytał mnie „dlaczego Werona?” i śmiał się, kiedy usłyszał, że chcę zostać Julią na balkonie i nie interesuje mnie, że niektórzy uważają to za kiczowate. Chciałam tu przyjechać, zobaczyć i sama stwierdzić czy historia Romea i Julii w Weronie to kicz. I tak właśnie Werona trafiła do naszego planu podróży. A jak było podczas jednego dnia w Weronie i spaceru tropem Romea i Julii? Przeczytajcie, a się przekonacie.

Werona – położenie, historia i pochodzenie nazwy

Jadąc w kierunku naszego miejsca przeznaczenia, Kamil czytał mi historię Werony, która jest naprawdę fascynująca, ale też burzliwa. Pozwólcie, że bardzo ogólnie Wam ją przedstawię, by nakreślić, skąd dzisiaj w Weronie tyle miejsc do zobaczenia.

panorama Werony

Werona położona jest w Weneckich Alpach, u podnóża wzgórza św. Piotra, nad rzeką Adygą. Jest to zdecydowanie jedno z najbogatszych miast północnych Włoch, ale jednocześnie bardzo klimatyczne o dużym potencjale turystycznym.

Werona zamieszkana była już w czasach prehistorycznych, kiedy to powstały niektóre osiedla na Wzgórzu Św. Piotra, skąd roztacza się przepiękny widok na Adygę i całą Weronę. Nie wiadomo tak naprawdę, kto osiedlił się tutaj pierwszy, bo do dnia dzisiejszego toczy się wokół tego tematu ożywiona dyskusja. Natomiast około roku 390 p.n.e. Werona została podbita lub założona od nowa przez Celtów. Jednak prawdziwe początki świetności miasta datuje się na czas przejęcia go przez Cesarstwo Rzymskie (około 89 r. p.n.e.). Wielkie pomniki zbudowane w Weronie w tym okresie przez Rzymian w większości przepadków możemy podziwiać do dzisiaj. W III w. n.e. miasto zyskało poszerzone mury miejskie z uwagi na fakt, że wykorzystywane było jako baza wojskowa w wojnach przeciwko barbarzyńcom. Kolejne wieki przynosiły kolejne zmiany włodarzy Werony. Miasto stało się  areną wielu bitew. Względne cztery wieki spokoju nastąpiły, kiedy Werona w 1405 roku trafiła pod panowanie Republiki Weneckiej. To jednak nie był koniec burzliwej historii Werony, bo w końcu XVIII wieku zdobył je Napoleon, który następnie przekazał miasto Austriakom, a związek ten tylko umocnił kongres wiedeński z 1815 roku.

Związek Werony z Włochami rozpoczął się dopiero w 1866 roku, ale już w 1882 roku miasto nawiedziła powódź i Adyga zalała prawie całe miasto. To spowodowało konieczność przebudowania Werony i przestała być już miastem, które „żyło na wodzie”. Stało się tak za sprawą pobudowanych wałów przeciwpowodziowych, zwanych muraglioni.

II wojna światowa także nie oszczędziła miasta, które doświadczyło licznych bombardowań i zostało bardzo zniszczone. Całe szczęście po tym ciężkim okresie, wraz z wejściem Włoch do NATO, ponownie nabrała ważnego znaczenia strategicznego i stopniowo odbudowywano jej bogactwo.

Obecnie Werona jest dynamicznie rozwijającym się ośrodkiem, a poprzez swoją historię również chętnie odwiedzanym przez turystów z całego świata miastem. Dodatkowo dzięki Williamowi Shakespearowi można tu odbyć spacer tropem Romea i Julii.

Ciekawe jest też pochodzenie samej nazwy miasta, na które istnieje wiele teorii. Większość z nich nawiązuje do imienia, które z czasem przekształciło się w obecną nazwę. Mnie najbardziej podobają się dwie z tych hipotez. Pierwsza z nich mówi o legendzie, w myśl której miasto założył celtycki przywódca Brennus i nazwał je Vae Roma (Biada Rzymowi), co następnie przekształciło się w dzisiejszą nazwę Werona. Druga z moich ulubionych hipotez jest o wiele radośniejsza, bo dowodzi, że nazwa miasta Werona pochodzi od łacińskiego słowa ver, które oznacza wiosnę. Radośnie i lekko, nieprawdaż? W takich lekkich i radosnych nastrojach, bez przygód po drodze dojechaliśmy do Residence Viale Venezia, które miało stać się naszym tymczasowym domem w Weronie.

Residence Viale Venezia

Już od wejścia powitał nas znajomy włoski gwar i pomimo pokonania ponad 800 kilometrów uśmiechy pojawiły się od razu na naszych twarzach. Recepcjonista świetnie mówił po angielsku, więc nie mieliśmy kłopotów z zameldowaniem, ale w pewnym momencie ktoś zapytał go o coś po włosku i jak wrócił do nas, nie przestawił się na angielski tylko z ożywieniem tłumaczył nam zasady pobytu w hotelu w swoim ojczystym języku. Kiedy skończył poprosiliśmy grzecznie o powtórzenie tego samego tym razem po angielsku, czym wywołaliśmy gorące przeprosiny i salwę śmiechu. Jak się wyśmialiśmy, dostaliśmy mapę Werony z zaznaczonymi punktami, które koniecznie powinniśmy zobaczyć i kilka bezcennych rad. Uzyskaliśmy też informacje o poruszaniu się po Weronie samochodem, zasadach parkowania czy przywilejach dla osób niepełnosprawnych. Okazało się, że posiadacze niebieskiej karty parkingowej parkują za darmo, ale dobrze mieć ze sobą dokument w języku włoskim, który informuje o tym, że jesteśmy turystami zwiedzającymi Włochy. O tym akurat wiedzieliśmy przed wyjazdem, więc nie było zaskoczenia.

Z niecierpliwością oczekiwaliśmy następnego dnia i naszego spaceru po Weronie nie tylko tropem Romea i Julii. Dobrze było być tu znowu 🙂 Po praskich perypetiach, Werona była niczym ożywczy podmuch wiatru. Zatem w doskonałych nastrojach podążyliśmy do naszego apartamentu, gdzie przeżyliśmy naprawdę pozytywny szok. Aż żałowałam, że spędzimy tu tylko dwie noce. Plan był jednak inny – planowaliśmy przeżyć przecież naszą niezapomnianą europejską podróż. I ona właśnie trwała, a Werona była jednym z jej przystanków. Nie mogłam się doczekać następnego dnia. Chciałam wreszcie zobaczyć słynny dom Julii, zobaczyć słynną Arenę, plac ziół, czy grobowce rodu Scaligeri, a nade wszystko chciałam się przekonać czy jest tu magia, o której słyszałam od ludzi którzy przybyli do Werony nie tylko tropem Romea i Julii.

Spacer po Weronie

Zerwaliśmy się skoro świt, w końcu Werona w jeden dzień to nie lada wyzwanie. Poranna kawa, spakowane kanapki, sprzęt, mapa, mnóstwo entuzjazmu i już byliśmy gotowi na spacer. Ponieważ mieszkaliśmy na obrzeżach miasta, to musieliśmy wsiąść w samochód i dojechać w okolice centrum Werony. Poruszanie się tutaj samochodem nie nastręcza większych trudności, chociaż trzeba mieć się na baczności, bo ruch jest naprawdę spory, co powoduje, że o miejsce do parkowania wcale nie jest łatwo. Nam w końcu udało się znaleźć oznaczone żółtymi liniami miejsce dla niepełnosprawnych i ruszyliśmy w kierunku Areny, chłonąc po drodze niezwykły klimat miasta. Ulice i uliczki pełne gwaru, turystów i mieszkańców starających się dotrzeć do sobie tylko znanych celów. Generalnie nie przepadam za tłumem, ale ten działał na mnie kojąco. Może dlatego, że nie wkroczyliśmy weń od razu po opuszczeniu auta, tylko stopniowo byliśmy przez niego wchłaniani, kiedy niespiesznie po wyjątkowo przyjaznym, płaskim terenie zmierzaliśmy do pierwszego punktu naszej wyprawy nie tylko tropem Romea i Julii.

Arena w Weronie

I tak, przechodząc przez łukowatą bramę opatrzoną zegarem doszliśmy do miejsca szczególnego na mapie zabytków Werony – Amfiteatru w Weronie, zwanego popularnie Areną. Weszliśmy na spory, wyłożony kostką plac Piazza Bra, otoczony kamienicami, przy których rozgościły się restauracje, kawiarnie i pizzerie oferujące całą gamę włoskich dań i win.

Piazza Bra w Weronie

Tropem Romea i Julii Piazza Bra

Jednak nasz wzrok powędrował w kierunku monumentalnej, zaokrąglonej, kamiennej budowli, która przyciąga turystów niczym miód pszczoły. Poczułam, że właśnie zaczyna się nasza niezapomniana przygoda z Weroną w jeden dzień.

Arena Werona

Ta w całości wykonana z kamienia budowla powstała ok. 40 roku p.n.e., co czyni ją starszą od Koloseum (80 rok p.n.e.), choć nie tak wielką. Arena w Weronie jest trzecią, co do wielkości budowlą tego typu po rzymskim Koloseum i amfiteatrze w Kapui. Mimo, że budowla pozbawiona jest, na wskutek trzęsienia ziemi z XII wieku, trzeciego piętra to i tak robi kolosalne wrażenie. Za czasów rzymskich w Arenie odbywały się oczywiście walki gladiatorów. Obecnie łatwiej tu spotkać Carmen niż gladiatorów, gdyż Arena wykorzystywana jest jako teatr m.in. podczas letniego festiwalu operowego, który odbywa się w lipcu. Nie jestem znawcą opery, ale to po prostu musi być niesamowite przeżycie, kiedy odbierasz wielkie dzieła muzyki przy dwudziestotysięcznej publiczności. Postanowiliśmy zobaczyć, czy moglibyśmy być częścią takiego spektaklu. I wiecie co? Okazało się, że ta mająca już 2000 lat budowla jest dostosowana dla potrzeb osób niepełnosprawnych. Pomimo tego, że Arena położona jest nieco poniżej placu, to pomyślano o podjeździe, z którego korzystają nie tylko osoby poruszające się na wózkach inwalidzkich, ale również rodzice z dziećmi w wózkach.

Arena Werona podjazd dla niepełnosprawnych

Skorzystaliśmy więc z niego i my i ruszyliśmy na poszukiwanie dostosowanego wejścia. Kiedy stanęłam w kolejce do kasy, by uzyskać jakieś informacje, zauważył nas jeden ze strażników i poprowadził w kierunku wyjścia z Areny, gdzie znajdowało się wejście dla osób poruszających się na wózkach inwalidzkich. Nie powiem Wam zatem ile kosztuje zwiedzanie Areny, bo po prostu nie miałam szansy dotrzeć do kasy 🙂 Takim sposobem dostaliśmy się do środka i mogliśmy poruszać się po wnętrzu jej murów, gdzie znajdują się ekspozycje dotyczące nie tylko samej Areny, ale również wszystkiego, co z nią związane. Pomimo tak długiej historii, również wewnątrz nie brakuje podjazdów dla osób niepełnosprawnych i wszystkich innych mających kłopoty z poruszaniem się.

Arena Werona podjazd

Arena Werona wnętrze

Kamil poprosił mnie, żebym zrobiła zdjęcia sceny i widowni, bo tam się pewnie już nie dostanie. Tym razem się mylił i już po chwili byliśmy w samym centrum Amfiteatru w Weronie.

My na Arenie

Wrażenie było niesamowite i naprawdę polecam zdobyć to wspomnienie zanim w swojej wędrówce po Weronie ruszycie tropem Romea i Julii.

Tropem Romea i Julii

Nieopodal werońskiej Areny znajduje się ulica Via Mazzini, którą mieliśmy zamiar dotrzeć do słynnego domu Julii. Jest to najbardziej popularna ulica handlowa w Weronie, przy której znajdują się sklepy najlepszych światowych marek. Nas szczególnie zaciekawił jej początek, który znajduje się dokładnie pod stopami turystów.

plan Werony

To nic innego, jak umieszczony na chodniku plan miasta, z wyraźnie zaznaczoną Areną. Tak niewielka rzecz, a można się z niej dowiedzieć, jaki układ ma Werona i w której jej części znajduje się słynny amfiteatr. Ulica Via Mazzini jest wąska, z kolorowymi kamienicami po obu jej stronach, połączonymi ulicznymi latarniami. Kolorytu całości nadają piękne, kolorowe kwiaty zdobiące fasady budynków.

Via Mazzini

Ulica jest zamknięta dla ruchu kołowego, a jej równa nawierzchnia oraz płaskie ukształtowanie terenu czynią zeń świetny trakt dla osób poruszających się na wózkach czy w wózkach. Jedyną trudnością może być mnogość spacerujących tu turystów, a zatem w sezonie letnim nastawcie się na tłok. Zresztą, zobaczcie sami.

Via Mazzini tłum

Wystarczy jednak zboczyć odrobinę w prawo czy w lewo, co też swoim zwyczajem zrobiliśmy, by tłum magicznie zniknął. Wtedy można cieszyć się urokiem wąskich uliczek miasta i nawet jeżeli zwiedzacie Weronę w jeden dzień zaledwie, to takie zboczenie z trasy nie zajmie Wam wiele czasu, a pozwoli poczuć klimat tego miasta i nastawić się na to, co przed Wami.

boczne uliczki Werony

Dom i balkon Julii

Julia: Romeo! Czemuż Ty jesteś Romeo! …

Romeo: Mamże przemówić czy też słuchać dalej?

Ta słynna balkonowa scena z dramatu Williama Shakespeare’a przyciąga do Werony, a dokładnie do domu Julii tysiące turystów. Nie inaczej było podczas naszego pobytu w tym miejscu. Ogrom turystów kłębiących się na dziedzińcu pod balkonem Julii chce choć przez chwilę poczuć się jak para słynnych kochanków.

dom Julii tłum

Chcieliśmy i my podążyć tropem Romea i Julii. Ja oczywiście miałam być Julią. Postanowiliśmy zatem spełnić marzenie i dostać się na dziedziniec. Wejście doń prowadzi przez tunel, którego ściany pokryte są wyznaniami miłości i podpisami ludzi z całego świata.

dom Julii tunel

Wejście na dziedziniec i sam dziedziniec są niestety trudno dostępne dla osób niepełnosprawnych z uwagi na nierówny bruk. Mimo to spróbowaliśmy i wąskim chodnikiem stopniowo przedostawaliśmy się na dziedziniec, na którym stoi pomnik Julii. Wejście tu jest bezpłatne, więc jeżeli chcecie tylko rzucić okiem to warto się pomęczyć w tłumie, szczególnie, że osoby niepełnosprawne mogą liczyć na pracujących tu strażników, którzy robią wszystko, by ułatwić przejście i pomóc dostać się w pobliże pomnika. Naturalnej wielkości pomnik Julii ma skrupulatnie wygładzoną prawą pierś, ponieważ jak głosi legenda, ten kto dotknie prawej piersi Julii będzie miał niezwykłe powodzenie w miłości.

Goha i Julia

Na dziedzińcu jest też specjalnie przygotowane miejsce do przypinania kłódek zakochanych, co ma zagwarantować im wieczną miłość. Chcieliśmy zaznaczyć tutaj swoją obecność, więc i naszej kłódki nie mogło zabraknąć.

kłódka robimy podróże

Zrobić zdjęcie w kłębiącym się tutaj tłumie jest nie lada sztuką, ale moim zdaniem warto tu przyjść, chociaż jest to w istocie turystyczna komercja. Już na miejscu okazało się, że nie ma szans, aby Kamil dostał się do domu słynnej panny Capuletti, więc idąc tropem Romea i Julii postanowiliśmy odegrać balkonową scenę w wersji współczesnej. Kamil-Romeo pozostał na dole, a Julietta – ja udała się na balkon. Długo jednak czekał na mnie mój Romeo, bo kolejka do balkonu była długa, a panny (szczególnie jedna) prezentowały na nim swoje wdzięki wytrwale. Udało się jednak i ujrzałam mego ukochanego, spozierając nań z wysoka.

Goha na balkonie Julii

Kamil na dziedzińcu domu Julii

Oczywiście zostanie Julią może być darmowe, ale za otoczkę w postaci balkonu należy zapłacić. Jeżeli interesuje Was tylko dom Julii, to jego zwiedzanie kosztować Was będzie 6 euro. Jak już napatrzyłam się na mego Romea z balkonu, udałam się na zwiedzanie wnętrza domu, w którym na kilku poziomach urządzono muzeum. Można tu podążyć tropem Romea i Julii i poznać ich pełne miłości życie. Są tutaj stroje, meble i inne przedmioty związane z dziejami słynnej pary oraz rodziną Julii.

dom Julii suknie

Dom Julii w Weronie

Uwagę zwracają też tablice wykonane na kształt otwartej księgi, na których zobaczyć można i przeczytać kolejne sceny dramatu Shakespeare’a.

dom Julii historia

W domu Julii, poza wejściem na balkon nie spotkacie tłumów, więc można się spokojnie przechadzać po jego wnętrzach tropem Romea i Julii.

Na koniec taka mała ciekawostka. Balkon tak naprawdę został dobudowany do budynku w XX wieku, kiedy to zauważono potencjał turystyczny w balkonowej scenie Romea i Julii. No cóż, może i balkon nie jest autentyczny, ale czy to ważne? Historia jest romantyczna, a ten balkon ją pięknie obrazuje. Pamiętajcie tylko proszę, że chcąc uwiecznić się na słynnym balkonie, ktoś powinien pozostać na dole i zrobić Was stojących na balkonie, a nie Was i kawałek barierki nie wiadomo czego. Oczywiste? Niekoniecznie, bo obserwując fenomen balkonu, wiele takich scen widziałam. Skorzystajcie zatem z rady podróżników i w ferworze zwiedzania w stylu romantycznym, nie zapomnijcie o podstawach wykonania dobrego zdjęcia, które będzie piękną pamiątką, a nie wstydliwym wspomnieniem.

Zakończyliśmy pierwszą część naszej Shakespeare’owskiej wędrówki tropem Romea i Julii i z niemałą ulgą opuściliśmy ten istny jarmark, kierując się w stronę znajdującego się nieopodal Piazza delle Erbe

Piazza delle Erbe

Plac Ziół uważany jest za serce Werony i jednocześnie jest najstarszym placem w tym malowniczym mieście. Niegdyś w tym miejscu znajdowało się Forum Romanum. Planując więc zwiedzenie Werony w jeden dzień nie może w Waszym planie zabraknąć tej atrakcji.

Piazza delle Erbe

Kiedy weszliśmy na plac, nasze oczy od razu zwróciły się w kierunku barokowego Palazzo Maffei. Ten wybudowany w XV wieku budynek posiada trzy piętra i to właśnie to ostatnie piętro jest najciekawsze. Sami zobaczcie dlaczego.

Palazzo Maffei

Ta jego wyjątkowość związana jest z umieszczonymi na nim rzeźbami sześciu greckich bogów: Herkulesa, Jowisza, Wenus, Merkurego, Apolla i Minervy. Na szczególną uwagę zasługuje Herkules, który w odróżnieniu od pozostałych wykonanych z lokalnego marmuru, pochodzi ze starożytnej świątyni.

posągi na Pallazzo Maffei

Warto zwrócić też uwagę na stojącą przed Palazzo Maffei białą kolumnę. Jest ona zwieńczona skrzydlatym Lwem Św. Marka, do którego mieszkańcy Werony są bardzo przywiązani i który jest symbolem Republiki Weneckiej.

Lecz to jeszcze nie wszystko, co można zobaczyć przy Palcu Ziół. Z budynkiem pałacu połączona jest najwyższa gotycka budowla na placu, mianowicie Torre del Gardello. Jest ona o tyle ciekawa, że była pierwszym (bell-clock) publicznym zegarem w mieście.

publiczny zegar w Weronie

Budynki przy Piazza delle Erbe zdobne są freskami, na które warto zwrócić uwagę i zatrzymać się, by podziwiać kunszt ich autorów. Mnie jednak urzekło co innego. Na środku placu znajduje się zbudowana z fragmentów pochodzących z term rzymskich, fontanna Madonna Verona.

fontana di Madonna Verona

Rzeźba Madonny datowana jest na IV wiek i robi naprawdę kojące wrażenie, szczególnie, że tuż obok każdego dnia trwa istny targ. Dzieje się tak za sprawą rozkładanych tutaj straganów, na których podziwiać można wyroby lokalnych artystów, zakupić pamiątki, ale również zaopatrzyć się w warzywa czy owoce. Nas Piazza delle Erbe nieco zmęczyło, ale tylko za sprawą wszechogarniającego gorąca i duchoty. Postanowiliśmy zatem ruszyć dalej tropem nie tylko Romea i Julii, znaleźć cień i jak się okazało pozwiedzać patrząc w górę. Przeczytaj i zobacz na co tak patrzyliśmy, a przy okazji poznaj kolejne atrakcje Werony.

Małgorzata Kowalewicz
2018-02-21T17:53:49+00:00 28 grudnia 2017|
Małgorzata Kowalewicz
Wolę jak się do mnie zwraca po prostu Goha (wiem, wiem, że powinno być przez "ch" :)). Na co dzień pracuję z dziećmi ucząc je angielskiego. Poza podróżami i językiem angielskim moją pasją jest resocjalizacja. Gdy tylko mogę to śpiewam, bo życie jest muzyką :)

Zostaw komentarz

Zostańmy w kontakcie!

Znajdziesz nas na:
close-link
Dzięki, że doczytałeś do końca! Pozostańmy w kontakcie :)
Zapisz!
close-image