Leniwy dzień w Monako, krainie luksusu (Eurotrip #4)

Po odwiedzeniu poprzedniego dnia Saint-Tropez i plaży Pampelonne chcieliśmy podtrzymać nastrój luksusu. Nie było innego wyjścia. Musieliśmy wyjechać z Francji i udać się do miejsca, które z luksusu i wielkich pieniędzy słynie na całym świecie. Postanowiliśmy spędzić cały dzień w Monako i zobaczyć ten „świat wielkich pieniędzy” na własne oczy.

Monako, taka odwrotna Polska

Monako to drugie najmniejsze, po Watykanie, państwo świata. Aby zobrazować wielkość tego państwa wyobraźcie sobie, że jest ono aż o 250 razy mniejsze od Warszawy. Monako jest ze wszystkich stron otoczone Francją lub morzem, a jego rdzenni mieszkańcy to Monegaskowie. Jednak nie zawsze Monako było takie małe. Do 1860 roku, będąc jeszcze pod nadzorem królestwa Sardynii, Monako zajmowało znacznie większy obszar i należała do niego m.in. Nicea. W 1860 roku Monako straciło większość swoich ziem na rzecz Francji, co spowodowało niemałe kłopoty finansowe księstwa. Wybawieniem z problemów miał być hazard, ale o tym później. Ważną datą dla Księstwa Monako był rok 1861, w którym księstwo odzyskało pełną niepodległość.

Obecnie w Monako jest lotnisko jedynie dla helikopterów, które niczym podniebne taksówki transportują bogaczy z lotniska w Nicei. By zamieszkać w Monako będziecie potrzebować grubego portfela, ponieważ m2 mieszkania startuje tu od 20.000 euro! Jednak gdy kupicie swój apartament to już nigdy nie zapłacicie podatku dochodowego, został on w Księstwie zlikwidowany w 1869 roku, a rano będzie Was budził ryk silnika Maserati lub Ferrari. Ponadto w gratisie otrzymacie lans i najbezpieczniejsze banki na świecie, bezpieczniejsze nawet od tych szwajcarskich. Do tego na wyciągniecie ręki będziecie mieli luksusowe hotele i kasyna z których najsławniejszym jest Casino de Monte-Carlo, przynoszące aż 5% dochodu państwa. Nie będziecie też narzekać na sąsiadów, ponieważ swoje mieszkania mają tu gwiazdy światowego formatu, jak choćby Roger Moore czy większość kierowców F1. Monako to Państwo, w którym luksus widać na każdym kroku, jest tu czysto jak na sali operacyjnej, a przestępczość praktycznie nie istnieje.

A co z tą Polską? Najbardziej rzucającym się  oczy połączeniem z naszym krajem jest flaga księstwa, która jest odwrotnością flagi Polski. Jednak to nie wszystko. W jednym z wywiadów z Księciem Monako Albertem wyczytałem, że w czasach młodzieńczych zajmował się nim Polak, pan Łukomski, który nauczył go hymnu polskiego i kilkudziesięciu słów w naszym języku. W innym wywiadzie, Wojciech Fibak – rezydent Monako, wspominał że Książę Albert bardzo lubi Polskę i nawet bardzo chciał aby jego żoną została właśnie Polka 🙂

Jak dojechać do Monako?

Ze smutkiem (bo życzę Wam jak najlepiej) zakładam, że większość osób które będą to czytać nie posiada własnego helikoptera, tak więc by spędzić choć jeden dzień w Monako będziecie potrzebowali innego środka komunikacji, by dojechać do księstwa. Nie martwcie się, jest kilka możliwości. Po pierwsze Monako posiada dworzec kolejowy, do którego można dojechać praktycznie z całego Lazurowego Wybrzeża. Po drugie można tu dopłynąć promem np. z Nicei lub Cannes, jednak nie jest to najtańsza opcja. I po trzecie zrobić tak jak zrobiliśmy to my, czyli na pełnym lansie wjechać do Monako samochodem 🙂 Jeśli nie macie własnego pod ręką to polecam wynająć samochód, najlepiej jeszcze z Polski by wyszło taniej.

Jeśli zdecydujecie się na samochód to uważajcie w tunelach księstwa (są tam nawet ronda), bo nam udało się w nich zaplątać. Jeżeli chodzi o parkingi to jest ich sporo, wszystkie płatne po ok. 2-3 euro za godzinę. Osoby niepełnosprawne, posiadające niebieską kartę parkingową na wyznaczonych miejscach parkują za darmo. Najlepsze takie miejsce znajduje się tu (w czasie weekendu F1 w tym miejscu jest tor).

Nasz jeden dzień w Monako

Granicę księstwa, która przebiega w tunelu, przekroczyliśmy względnie rano tak, aby spędzić możliwie długi dzień w Monako. Nie mieliśmy wielce sprecyzowanego planu, tak więc postanowiliśmy aby ten nasz jedyny dzień w Monako był leniwy i relaksujący. W związku z tym, gdy już uporaliśmy się z odnalezieniem  drogi w tunelach i wysłuchaliśmy wielokrotnie „Welcome to France” na zmianę z „Welcome to Monako” z naszego gps’a, to kierując się wszechobecnymi to jednokierunkowych ulicami, udaliśmy się do galerii, a dokładnie do Carrefoura. Tak, tak nie mylicie się, pojechaliśmy do sklepu w Monako. Udaliśmy się tam jednak nie po to, aby spędzić kolejne godziny na oglądaniu wystaw sklepowych, a dlatego że parking sklepu był najbliżej pierwszej atrakcji jaką chcieliśmy zwiedzić tego dnia. Po zaparkowaniu samochodu (są miejsca dla niepełnosprawnych) udaliśmy się znajdującego się na tym samym poziomie co sklep, garażu Księcia Alberta.

garaż Księcia Alberta w Monako

I tym razem Wasz wzrok nie szwankuje. Udaliśmy się do garażu, nie do muzeum, nie na wystawę, po prostu do garażu. A do garażu dlatego, że miejsce w którym znajduje się kolekcja pojazdów Księcia jest używane jako jego prywatny garaż. Wszystkie pojazdy są na chodzie i mogą w każdej chwili zostać wykorzystane przez Księcia. W związku z tym nie dziwne, że to miejsce nie jest nazywane np. muzeum.

Jak już pisałem garaż Alberta znajduje się na tym samym poziomie co Carrefour, a wstęp do niego jest płatny. Osoba dorosła płaci 6,50 euro, dziecko i osoby niepełnosprawne 3 euro. Uważam, że nie jest przesadnie drogo, szczególnie z uwagi na to, co można zobaczyć w środku. Powiem tyle: jest to obowiązkowy punkt programu dla każdego, choćby malutkiego fana motoryzacji.

Po zakupieniu biletów i wejściu do środka naszym oczom ukazała się wielka, wielopoziomowa hala wypełniona po brzegi najróżniejszymi pojazdami. Można tu znaleźć bolidy F1, samochody rajdowe, kilka Ferrari, Lamborghini, Mercedesy, pojazdy polarne, karoce, rowery  i wiele, wiele klasyków. Dużo by opowiadać, ale zdecydowanie lepiej popatrzeć:

wnętrze garażu w Monako

Goha w garażu w Monako

samochody Księcia Alberta

Kamil w garażu Księcia Alberta

Jeden dzień w Monako

Piękne prawda? Przyznam, że trudno było nam wyjść, szczególnie że w garażu klimatyzacja dawała przyjemny chłodek, a na zewnątrz było „miliard” stopni. Dodam tylko, że garaż jest w 100% dostępny dla osób na wózku.

Po wyjściu z garażu Księcia zobaczyliśmy, że tuż obok znajduje się zoo. Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy choćby nie sprawdzili, czy da się do niego wejść. Niestety okazało się, że do wejścia prowadzą schody i nie jest to atrakcja dla nas. W związku z tym postanowiliśmy wrócić do samochodu i udać się w kierunku Monte Carlo.

W drodze do samochodu wstąpiliśmy na chwile do Carrefoura by sprawdzić czy w Monako jest faktycznie wszędzie drogo. Powiem tak, w takiej sieciówce jak Carrefour ceny są praktycznie identyczne jak np. w sklepie w Cannes. Na pewno nie zbankrutujecie.

Zjeżdżając w stronę Monte Carlo, by kontynuować nasz leniwy dzień w Monako, moja wspaniała żona postanowiła zrobić mi niespodziankę i przewieść mnie torem F1. Tor F1 w Monako jest torem ulicznym, który poza dniami wyścigowymi jest oddawany do normalnego użytku, tak więc można go w znacznej większości przejechać zwykłym samochodem. Nie będę się teraz rozpisywał nad jego historią i trasą, którą przebiega wzdłuż zabudowań Monako. Wszystkich, którzy chcą dowiedzieć się o nim więcej, zapraszam do mojego wpisu „Przejechaliśmy tor F1 w Monaco”, w którym poza sporą dawką informacji znajdziecie także film z naszego przejazdu i mapę toru. Powiem tylko tyle: ja byłem zachwycony!

Po przemknięciu przez tor F1 zaparkowaliśmy nasz bolid na wspomnianym powyżej miejscu parkingowym i udaliśmy się na powolny spacer ulicami dzielnicy Monako, Monte Carlo. Rozpoczęliśmy od głównej mariny księstwa – portu Herculesa.

Port Herculesa w Monako

Przechadzając wzdłuż portowego wybrzeża nie sposób było nie zauważyć, że zmierzamy w kierunku coraz bardziej luksusowych miejsc. Z każdym naszym krokiem zacumowane przy nabrzeżu łodzie rosły, na wraz z nimi niewątpliwie poziom zamożności ich właścicieli. Po kilkunastominutowym spacerku, w końcu to miał być leniwy dzień w Monako, dotarliśmy do punktu kulminacyjnego.

luksusowe łodzie w Monako

No już chyba większych łódek niż te na zdjęciu to nie ma. Powiem tak, chcielibyśmy spędzić choć tydzień pływając na takiej łódeczce po wodach Lazurowego Wybrzeża.

Łodzie były potężne i piękne. Nas jednak zachwyciło coś zupełnie innego. Otóż okazało się, że w ten dzień w Monako organizowane są zawody łódek zasilanych bateriami słonecznymi i bierze w nich udział nasza Polska ekipa.

polska załoga łodzi solarnych

Pokibicowaliśmy im chwilę i ruszyliśmy dalej rivierą, w objęciach flag uczestników, z których najpiękniej prezentowała się ta biało-czerwona.

polska flaga w Monako

Po minięciu miejsca, w którym organizowane były zawody dotarliśmy „do ściany”, a dokładniej do schodów. Czyli dla mnie the end of the road. Nie powiem, lekko się zdziwiliśmy i jakoś nie chciało nam się wierzyć, że Monako mogłoby zrobić taki numer. Jednak już po chwili zobaczyliśmy spory drogowskaz z napisem „LIFT”.

windy w Monako

Bardzo pomysłowe rozwiązanie dla miasta leżącego na zboczu, podobne widzieliśmy w San Marino.

Po wjechaniu windą na ostatnie piętro dotarliśmy do chyba najbardziej znanego tunelu na świecie. I nie, nie jest on znany z powodu, że w nim znajduje się sala koncertowa w Monako.

sala koncertowa w Monako

Jest on znany przede wszystkim z tego, że znajduje się w nim najszybszy zakręt F1. Jeżdżące obok nas samochody powodowały taki hałas, że trudno było mi usłyszeć Gohę. Ciekawe jak głośno tu jest gdy pędzi tędy bolid F1 🙂

Po wyjściu z tunelu nasz dzień w Monako przyniósł nam kolejny polski akcent. Otóż wkroczyliśmy w aleję gwiazd piłki nożnej, które odcisnęły tu swoje stopy. A gdzie ten polski akcent? A tu poniżej 🙂

odcisk stopy Bońka

Spacerując wśród dziesiątek stóp piłkarzy natrafiliśmy jeszcze na jakiegoś Ronaldo, ale nie kojarzyliśmy gościa 🙂

stopa Ronaldo w Monako

Miejsce, w którym znajduje się Promenada Mistrzów jest kompletnie inne od tego, co działo się przed tunelem. Jest tu dużo ciszej, mniej tłoczno, jakoś tak spokojnie i sielsko. Bardzo, bardzo polecam odwiedzić to miejsce.

Minąwszy warte miliardy euro stopy dotarliśmy do części Monako, w której znajdują się plaże. Nawet nie jesteście sobie w stanie wyobrazić radości Gohy, dla której słońce i plaża są niczym tlen. No cóż, ja wolałem iść do kasyna, ale z racji na to że nasz dzień w Monako miał być leniwy, to opcja Gohy wygrała. Po pokonaniu kilku podjazdów,

zjazd do plaży w Monako

znaleźliśmy się na sporej, żwirowej (z małych kamyczków) plaży, która z pobliskiego tarasu wygląda tak:

plaża w Monako

Goha szybciutko zrzuciła ubranie i pobiegła polować na najlepiej nasłonecznione miejsca. Ja wybrałem wersję opalania się w cieniu i rozejrzenia się po okolicy. Szybki rekonesans pozwolił mi dowiedzieć się, że plaża na której się znajdowaliśmy jest plażą publiczną, a więc bezpłatną. Jednak w jej sąsiedztwie znajduje się wiele niewielkich, odgrodzonych miejsc do których wstęp już kosztuje. Nie dowiedziałem się ile taka przyjemność kosztuje, bo po podjechaniu do osoby obsługującej jeden z takich przybytków luksusu usłyszałem tylko kilka burknięć z informacją „Pan tu nie może”. Przyznam, że odechciało mi się drążyć temat i wróciłem na „plażę dla wszystkich”, tam wszyscy byli uśmiechnięci 🙂

Jak już wcześniej wspominałem Monako leży na zboczu, co bardzo utrudnia opalanie w godzinach popołudniowych z racji na chowające się za górami słońce. Tak więc, gdy Goha się już znudziła przekładaniem ręcznika co kilka minut, opuściliśmy plażę i ruszyliśmy w poszukiwaniu tego, co jeszcze przyniesie nam nasz dzień w Monako.

No cóż, marudzenie się opłaciło i po wyjściu z plaży udaliśmy się w kierunku Casino de Monte-Carlo. Jedna winda, druga winda i.. niestety nam się nie udało. Dotarliśmy jedynie do najwolniejszego zakrętu F1, a dalej już były tylko schody.

najwolniejszy zakręt F1

Podejrzewam, że musieliśmy pomylić drogę bo nie chce mi się wierzyć, żeby osoba na wózku nie była w stanie dostać się do tego jednego z najsłynniejszych kasyn na świecie. Mimo, że nie dotarliśmy do kasyna napiszę o nim kilka słów, bo niewątpliwe na to zasługuje. Casino de Monte-Carlo powstało za sprawą Księżnej Marii Karolinie, która upatrywała w nim możliwości naprawy sytuacji finansowej księstwa po oddaniu w ręce Francji znacznej części swoich terenów. Nie pomyliła się. Kasyno szybko zyskało sławę i stało się jednym z najbardziej znanych kasyn na świecie. W kasynie swoje pieniądze obstawiali królowie, prezydenci, a także gwiazdy kina. Kasyno grało w wielu filmach, ale najbardziej kojarzone jest z serii o agencie 007. To właśnie pod Casino de Monte-Carlo James Bond podjeżdżał swoim Astonem Martinem w filmie Golden Eye i to właśnie w nim grał w bakarata. Poza niezliczoną ilością miejsc do wydawania pieniędzy kasyno podobno powala swoimi wnętrzami. Jeśli chcielibyście je zwiedzić, bez pokusy zdobycia ogromnej wygranej, musicie tu przyjść między 9 a 12. W tych godzinach kasyno jest sprzątane i można je zwiedzać. Jeśli jednak chcecie dać szansę szczęściu, to przyjdźcie po 14-tej i załóżcie na siebie mniej wakacyjny strój. Ja obiecałem sobie, że jeszcze znajdę drogę do Casino de Monte-Carlo i jak los da to spędzimy wtedy więcej niż jeden dzień w Monako. W tym samym budynku co kasyno mieści się też Opera w Monte Carlo.

Po nieudanej próbie zdobycia kasyna wróciliśmy w rejony plaży i całkiem przypadkiem odkryliśmy ogród w centrum Monako.

Ogród Japoński w Monako

Okazało się, że był to zaprojektowany przez japońskiego architekta krajobrazu Ogród Japoński. Ciekawostką jest to, że w ogrodzie zostały zachowane wszelkie reguły japońskiej sztuki tworzenia ogrodów. Dodatkową zaletą ogrodu jest fakt, że wstęp do niego jest darmowy i jest on dostępny dla osób poruszających się na wózku.

Z pięknego Ogrodu Japońskiego wygoniły nas coraz głośniej burczące brzuchy. Postanowiliśmy zatem wrócić w okolice naszego samochodu i poszukać miejsca gdzie zjemy i nie zbankrutujemy 🙂

Po drodze mijaliśmy takie widoki, czyli standard w Monako:

ulice Monako

Znalezienie restauracji nie było trudne i w dodatku ceny nas nie zabiły, a jedzenie było pyszne. Czyli da się w Monako przeżyć za rozsądne pieniądze, my za kolacje z winem i deserem zapłaciliśmy 55 euro. To co nas jednak zaskoczyło to menu w formie tabletu.

jeden dzień w Monako - menu

Piękny też był widok na niezdobyte przez nas kasyno i zawieszoną tuż obok niego podniebną restauracją.

Casino de Monte-Carlo

Dzień w Monako zakończył się dla nas jeszcze jedną niespodzianką, z okazji rocznicy wybuchu Wielkiej Rewolucji Francuskiej zapoczątkowanej zburzeniem Bastylii, ale ją zobaczycie na filmie.

W związku z RODO, YouTube potrzebuje Twojej zgody na załadowanie. Więcej informacji przedstawia nasza Polityka cookies.
Zgadzam się

Czy jeden dzień w Monako wystarczy?

Jeśli chcecie się tylko przejść i zobaczyć najbardziej popularne miejsca w księstwie to zdecydowanie tak. Natomiast jeśli chcecie w pełni poczuć klimat Monako to wydaje mi się, że trzeba by było przejść się jego ulicami w nocy.

Nam się nasz jeden dzień w Monako bardzo podobał, ale z chęcią tu wrócimy, by zwiedzić choćby oceanarium czy Pałac Książęcy, no i Kasyno!

Monako na wózku inwalidzkim

No cóż lokalizacja Monako sprawia, że wszędzie jest pod górkę. Jednak trasa którą my pokonaliśmy była w 100% dostępna dla wózków inwalidzkich i w większości płaska. Mała podpowiedź: rozglądajcie się za windami!

Kamil Kowalewicz
2018-03-12T13:02:40+02:00 15 lutego 2018|

O autorze:

Kamil Kowalewicz
Od poniedziałku do piątku zajmuję się grafiką na potrzeby reklamy, w międzyczasie obserwując promocje lotnicze. Bardzo, bardzo lubię pokera, w każdym jego aspekcie :) Tetraplegik, wózek aktywny.

Zostaw komentarz

Zgodnie z RODO musisz się zgodzić na dodanie komentarza i przesłanie wpisanych danych
Ten formularz gromadzi Twoje imię, adres e-mail, adres strony www i treść, dzięki czemu komentarze mogą funkcjonować na tej stronie. Aby uzyskać więcej informacji, zapoznaj się z naszą polityką prywatności, gdzie uzyskasz więcej informacji o tym, gdzie, jak i dlaczego przechowujemy Twoje dane.
Nie wykorzystujemy danych wpisywanych podczas komentowania do celów marketingowych (np. wysyłka newslettera).

Zostańmy w kontakcie!

Znajdziesz nas na:
close-link