Łódzkie murale – galeria pod gołym niebem

Łódź zawsze jawiła mi się jako zaniedbane miasto zdominowane przez przemysł włókienniczy. Brudne i zniszczone, z którego ludzie wyjeżdżają szukać szczęścia gdzie indziej, a zatem zdecydowanie nie warte odwiedzenia. Jeszcze nigdy się tak nie pomyliłam w ocenie jakiegoś miejsca, bo Łódź to miasto, w którym zdecydowanie można się zakochać i wracać do niego wielokrotnie. Dlaczego? Powodów jest co najmniej kilka, a jednym z nich są łódzkie murale, których jest tu tak wiele, że nie starczyło nam weekendu, by je wszystkie zobaczyć.

Pozwólcie zabrać się zatem w podróż po tej niezwykłej galerii pod gołym niebem.

Co to właściwie jest mural i skąd wzięły się łódzkie murale?

Przytaczając definicję za słownikiem języka polskiego mural jest wielkim malowidłem wykonanym bezpośrednio na ścianie budynku.

Łódzkie murale jakby wymykają się tej definicji, bo wiele z nich jest bardzo przestrzennych i poza malarstwem prezentują także elementy rzeźby, jak chociażby „Jerzyk” przy ul. Kilińskiego. Prawda jest jednak taka, że słowo mural oznacza z hiszpańskiego dzieło (najczęściej bardzo dużych rozmiarów) malarstwa ściennego o charakterze dekoracyjnym.

Dla mnie łódzkie murale to nic innego, jak obrazy, grafiki, płaskorzeźby czy instalacje, a przede wszystkim dzieła sztuki, które czynią przestrzeń Łodzi ciekawą, zachęcającą do spaceru jej ulicami w poszukiwaniu nowych doznań estetycznych i westchnień, że artyści z całego świata postanowili podzielić się swoim talentem i widzeniem świata.

Nie zawsze jednak była to sztuka, bo w czasach PRL-u grafiki na ścianach budynków były po prostu reklamami przedsiębiorstw, fabryk, banków czy sklepów. Część z nich przetrwała do dzisiaj, również w Łodzi.

Skąd w mieście taka moda ma murale? Otóż wynika to niejako z historii i zabudowy samej Łodzi, a także jej historycznych związków ze sztuką. To tutaj w 1930 roku założono muzeum, które do dzisiaj kolekcjonuje sztukę awangardową. To tutaj jest ogromna ilość pustych ścian kamienic, które stają się doskonałym tłem dla prac artystów i tym samym nabierają życia. A tak na bardzo poważnie wszystko zaczęło się w 2009 roku, kiedy dwoje ludzi z Fundacji Urban Forms – Michał Bieżyński i Teresa Matuszewska zawitali do władz miasta i powiedzieli „Jest pomysł, żeby zrobić w Łodzi wystawę murali”. Ich pomysł doczekał się realizacji dwa lata później i na pierwszy festiwal przyjechali artyści z Polski, Francji, Niemiec i Hiszpanii. Kolejne zaszczycała już cała światowa śmietanka. Łódź stawała się sławna nie tylko w Polsce.

Łódzkie murale to atrakcje na niejedną wycieczkę

W Łodzi jest obecnie ponad 70 murali i naprawdę wiele znajduje się w centrum miasta, dlatego spacerując odnowioną ulicą Piotrkowską warto czasem zboczyć, by zobaczyć chociaż niektóre z nich. Nam w trakcie spaceru ulicami Łodzi starczyło czasu na odwiedzenie jedynie kilku murali, ale i one pokazują, że warto jest przyjechać do Łodzi w celu podziwiania tych ulicznych dzieł sztuki.

Bardzo duże wrażenie wywarł na nas mural zlokalizowany przy ul. Kilińskiego 127. Ten wyjątkowy mural to Jerzyk – ptak zadomowiony w miastach, zakładający swoje gniazda w szczelinach murów.

Łódzkie murale - Jerzyk

Jerzyk stworzony został przez Portugalczyka Bordalo II, który prace nad muralem rozpoczął od wizyty na złomowisku i z pozyskanych tam elementów stworzył tę niezwykłą instalację, która jednocześnie cieszy oko, ale także zwraca uwagę na malejącą populację jerzyka.

Wędrując dalej odkrywaliśmy następne łódzkie murale. Kolejny z nich znajduje się na ścianie Galerii Łódzkiej przy ulicy Piłsudskiego 15/23 (ściana od strony ul. Orlej).

Łódzkie murale - galeria

Jest to jeden z największych murali w mieście. Jego twórcą jest Proembrion (Krzysztof Syruć), który pracował nad swoim dziełem aż trzy tygodnie. Malowidło ma 68 metrów długości i 11 metrów szerokości – co daje nam prawie 750 metrów kwadratowych powierzchni. Artysta pokazuje tu ogromny wachlarz swoich umiejętności, stosując mieszankę różnych stylów.

W poszukiwaniu kolejnych murali udaliśmy się na ulicę Roosevelta, gdzie naszym oczom ukazały się aż dwa wielkoformatowe obrazy. Pierwszy z nich przedstawia obraz inspirowany twórczością znanego chyba wszystkim dzieciom – Juliana Tuwima i obejrzeć można go na szczytowej ścianie kamienicy zlokalizowanej pod numerem 17.

Łódzkie murale - Julian Tuwim

Ciekawe jest to, że wewnątrz kamienicy, na której możemy oglądać malowidło znajduje się nie co innego, jak Dom Literatury.

To jednak nie wszystkie ścienne atrakcje ulicy Roosvelta, bo pod numerem 5 kryje się malowidło, przy którym można mieć różne odczucia.

Łódzkie murale - Aryz

To jest właśnie niesamowite w sztuce. Każdy z nas może mieć inne refleksje dotyczące tego samego dzieła, a łódzkie murale to dzieła zdecydowanie. Mural przy ul. Roosvelta 5 wyszedł spod rąk prawdziwych gwiazd street art’u – Hiszpana Aryza i brazylijskich braci Os Gémeos. Dzieła tych ostatnich zdobią ściany budynków Nowego Yorku, Sao Paulo, Buenos Aires, Lizbony, Berlina, no i oczywiście Łodzi. Brazylijscy bracia to jak dotąd największe gwiazdy street art’u które odwiedziły Łódź. Dzięki współpracy z Aryzem powstało malowidło łączące dwa odmienne style.

Kierując się dalej warto zwrócić uwagę na kolejne, ukazujące się naszym oczom łódzkie murale takie, jak ten przy Piotrkowskiej 152.

Łódzkie murale - Łódź

Jest to chyba jeden z najbardziej „łódzkich murali”, bo zawiera mnóstwo symboli miasta, którym warto się przyjrzeć. Malowidło na ponad 900m2 powierzchni i rozmiary 20 na 30 metrów. Mural powstał w 2001 roku w ramach akcji Kolorowa Tolerancja i jest doskonałym przykładem jak tradycję można połączyć z nowoczesnością.

Pozostańmy w temacie Łodzi, jako motywu pokazywanego na tych wielkoformatowych obrazach. Motyw ten zdecydowanie rzuca się w oczy na kolejnym muralu, który znajduje się przy ul. Tuwima 16. Mural powstał w ramach projektu Galeria Urban Forms w 2013 roku i jego autorem jest Mariusz Waras – polski twórca o pseudonimie M-City.

Łódzkie murale - Mariusz Waras

Prace tego artysty można zobaczyć między innymi w Berlinie, Paryżu, Budapeszcie, Sao Paulo, Rio de Janeiro, Bolzano czy Londynie. Tworzy swoje dzieła z szablonów, które odmalowywane są na murach i tworzą właśnie takie arcydzieła jak to w Łodzi.

Postanowiliśmy poszukać kolejnych symboli miasta i zobaczyć czy uda nam się znaleźć jeszcze jakieś naprawdę „łódzkie” murale. Udało się, znaleźliśmy taki przy ul. Piotrkowskiej 71. To tutaj na bocznej ścianie kamienicy, od strony pasażu Rubinsteina znajduje się wyjątkowo łódzkie malowidło.

Łódzkie murale - Łódź w pigułce

To malowidło o nazwie „Łódź w pigułce” przedstawia kamienicę ze stojącymi w oknach zasłużonymi dla miasta postaciami. Postacie na mural typowali sami Łodzianie, biorąc tym samym czynny udział w kreowaniu tego dzieła. W oknach znajdziemy artystów, sportowców, łódzkich fabrykatów, ale także Juliana Tuwima, Józefa Piłsudskiego czy Władysława Jagiełłę. Zdecydowanie warto popatrzeć choć chwilę na tę ścianę.

Do Łodzi przyjechaliśmy nie tylko po murale, ale także by poznać jej filmową stronę. Jedno jednak nie przeszkadza drugiemu i tak znaleźliśmy się przy ul. Kościuszki 22, gdzie na szarej, brzydkiej ścianie króluje abstrakcja.

Łódzkie murale - filmowa Łódź

I to abstrakcja nie byle jaka, bo stworzona w żywych barwach z iście hiszpańskim temperamentem przez artystę z Barcelony – Kenora. Nic tylko podziwiać i snuć przypuszczenia, co też autor mógł chcieć nam przekazać.

Na koniec naszej wędrówki przez łódzkie murale pozostawiliśmy sobie prawdziwy rarytas, a właściwie dwa rarytasy. Oba zlokalizowane są obok siebie, przy ul. Sienkiewicza 18 i 21.

Łódzkie murale - Artur Rubinstein

Na bocznej ścianie kamienicy zlokalizowanej na rogu ulic Traugutta i Sienkiewicza podziwiać można niezwykły portret jednego z najznamienitszych Łodzian – pianisty Artura Rubinsteina. Autorem malowidła jest artysta z Brazylii Eduardo Kobra, który namalował Rubinsteina na podstawie oryginalnego zdjęcia pianisty z lat 50. XX wieku. Kapitalne zdjęcie ubrane zostało przez artystę w niezwykłe barwy i kształty, tworząc prawdziwe dzieło sztuki, które świetnie oddaje poczucie humoru wspaniałego pianisty.

Nie odchodźcie jednak zbyt szybko z tego miejsca, bo patrząc w prawo dostrzeżecie prawdziwą perełkę – słynnego motylka Pewexu z okresu PRL’u.

Łódzkie murale - Pewex

Wbrew pozorom nie była to zagraniczna nazwa, bo Pewex to skrót od nazwy Przedsiębiorstwo Eksportu Wewnętrznego. Zakupy w Pewexie robiło się jednak za marki i dolary co nadawało mu światowego formatu. Szkoda, że te relikty niszczeją zamiast opowiadać swoją piękną historię.

Na Motylku zakończyliśmy spacer przez piękne łódzkie murale i udaliśmy się w stronę Pasażu Róży. Jeżeli jednak nie wyczerpaliśmy Waszej potrzeby poznania murali to zajrzyjcie koniecznie tutaj, to prawdziwa kopalnia wiedzy na temat łódzkich murali.

Małgorzata Kowalewicz
2018-10-11T16:12:43+00:00 11 października 2018|

About the Author:

Małgorzata Kowalewicz
Wolę jak się do mnie zwraca po prostu Goha (wiem, wiem, że powinno być przez "ch" :)). Na co dzień pracuję z dziećmi ucząc je angielskiego. Poza podróżami i językiem angielskim moją pasją jest resocjalizacja. Gdy tylko mogę to śpiewam, bo życie jest muzyką :)

Zostaw komentarz

Zgodnie z RODO musisz się zgodzić na dodanie komentarza i przesłanie wpisanych danych
Ten formularz gromadzi Twoje imię, adres e-mail, adres strony www i treść, dzięki czemu komentarze mogą funkcjonować na tej stronie. Aby uzyskać więcej informacji, zapoznaj się z naszą polityką prywatności, gdzie uzyskasz więcej informacji o tym, gdzie, jak i dlaczego przechowujemy Twoje dane.
Nie wykorzystujemy danych wpisywanych podczas komentowania do celów marketingowych (np. wysyłka newslettera).