Werona w jeden dzień – kolejne atrakcje Werony (Eurotrip #2)

Werona po Pradze była dla nas, jak orzeźwiająca morska bryza, która przywraca człowiekowi świeżość i chcieliśmy by nasz jeden dzień w Weronie się nie kończył. Mimo upału, tłumu turystów i bijącego od asfaltu gorąca, z twarzy Kamila i mojej nie znikały uśmiechy, szczególnie, że przed nami były kolejne atrakcje Werony takie, jak żebro wieloryba, grobowce słynnego rodu Scaligeri czy też wizyta na moście Ponte Pietra. Mieliśmy też spróbować dotrzeć na wzgórze, z którego spojrzeć można na piękną panoramę miasta. Zapraszam Was zatem na drugą część wycieczki po atrakcjach Werony na dwóch nogach i czterech kołach i to wszystko w jeden dzień.

Atrakcje Werony

Opuszczając Piazza Delle Erbe poszukiwaliśmy cienia i ochłody, ale nie zwiesiliśmy głów, a wręcz przeciwnie. Wszystko to za sprawą kolejnej atrakcji Werony, która była nad nami. Arco della Costa, bo o nim mowa znajduje się na prawo od Placu Ziół, stojąc twarzą w kierunku Palazzo Maffei. Jest to brama prowadząca do kolejnego placu miasta – Piazza dei Signori. To właśnie ta brama jest tym, co powoduje, że zwiedzamy patrząc w górę. Dlaczego? Dlatego, że wisi w niej owiane przesądami i legendą żebro wieloryba.

arco della costa

Tę atrakcję Werony podziwiać można od XVII wieku, kiedy to w bramie podczepione zostało wspomniane już przeze mnie żebro.

Według legendy ma ono spaść dopiero wtedy, kiedy przejdzie pod nim zamężna dziewica. Ku uciesze otaczających nas turystów, Kamil wysłał mnie pod ten legendarny artefakt i kazał osłaniać głowę, śmiejąc się, że żebro na pewno spadnie. Oczywiście tak się nie stało, ale jeśli macie ochotę sprawdzić wiarygodność legendy, to zdecydowanie polecam tę atrakcję Werony.

goha pod żebrem

Po potwierdzeniu legendy ruszyliśmy na wspomniany już plac Piazza dei Signori, znany również jako Plac Dantego za sprawą stojącego na nim pomnika.

pomnik Dantego w Weronie i my

Tak, nie mylicie się to ten sam Dante Alighieri, który napisał Boską komedię, traktującą o podróży przez Piekło, Czyściec i Raj. Co ciekawe Dante bywał częstym gościem w zlokalizowanym przy Piazza dei Signori Pałacu Burmistrza. To tutaj mieści się XV-wieczna rezydencja rodu Scaligeri, która uważna jest za najpiękniejszy budynek epoki renesansu w Weronie.

Piazza dei Signori

Na nas plac zrobił naprawdę duże wrażenie i spędzając jeden dzień w Weronie warto tu przyjść, szczególnie, że Piazza dei Signori często nazywany jest też sercem miasta. Dla mnie był niczym wehikuł czasu, bo jego atmosfera, architektura i klimat pozwala naprawdę cofnąć się w czasie, co też uczyniłam siedząc pod pomnikiem Dantego w czasie kiedy Kamil bez trudu krążył po płaskiej, równej nawierzchni Piazza dei Signori oddawał się pasji fotografowania atrakcji Werony mieszczących się przy tym właśnie placu.

Stąd był już zaledwie rzut beretem do następnego punktu naszego planu na jeden dzień w Weronie, a mianowicie grobowców rodu Scaligeri, czy też Della Scala. Był to magnacki ród, który panował w Weronie przez 125 lat. To za ich czasów Werona przeżyła czasy swojej największej świetności i potęgi.

wejście do grobowców rodu Scaligeri

Grobowce rodu Scaligerich znajdują się wokół XII-wiecznego kościoła Santa Maria Antica, tuż obok Placu Dantego i jeżeli miałabym polecać Wam jakieś atrakcje Werony, to ta zdecydowanie znajdzie się wśród nich, dlatego, że kunszt wykonania sarkofagów jest po prostu niesamowity. Najstarszy z nich poświęcony jest Mastino I, który zmarł w 1277 roku. Grobowce zwracają uwagę gotyckimi zdobieniami, uznanymi za najcenniejszy zabytek Werony z tego okresu. Zresztą zobaczcie sami.

grobowce rodu Scaligeri

grobowce rodu Della Scala

atrakcje Werony grobowce Scaligerich

Prawda, że robi wrażenie? A pod jeszcze większym byłam kiedy okazało się, że ta z atrakcji Werony była dostępna nie tylko dla mnie, ale także dla Kamila i każdej osoby poruszającej się na wózku inwalidzkim. Kiedy tylko pojawiliśmy się przy wejściu, zaraz pojawił się mężczyzna z obsługi obiektu i zapytał czy chcemy wejść. Nam wydawało się to niemożliwe, bo do wejścia prowadził naprawdę wysoki próg. Odpowiedzieliśmy zatem, że nie damy rady, a on na to powiedział coś po włosku i na chwilę zniknął. Równie szybko wrócił z rozkładanym podjazdem i już po chwili byliśmy w środku. Okazało się również, ze osoba niepełnosprawna z opiekunem może grobowce Scaligerich zwiedzić za darmo i dodatkowo zaopatrzona zostaje w mapę i opis każdego z grobowców w języku angielskim.

mapa grobowców rodu Scaligeri

Byliśmy naprawdę pod wrażeniem. Po raz kolejny przekonaliśmy się, że wiek zabytku nie jest przeszkodą w jego zwiedzaniu przez osoby z niepełnosprawnością i tak jak Arenę w Weronie, tak i grobowce stały się dla nas jedną z dostępnych atrakcji Werony.

Spacerem po Weronie

Po wizycie w grobowcach byliśmy naprawdę pozytywnie zaskoczeni i nasz jeden dzień w Weronie zdawał się jakąś idyllą. Niespiesznie ruszyliśmy dalej i przysiadłszy na jakimś murku sprawdzaliśmy, jakie jeszcze atrakcje Werony pozostały nam do zobaczenia. Okazało się, że było ich jeszcze sporo, ale postanowiliśmy zobaczyć je wszystkie, choć nie za wszelką cenę. Po takim postanowieniu ruszyliśmy w nasz własny spacer po Weronie. Zmierzaliśmy w stronę domu słynnego kochanka Julii – Shakespeare’owskiego Romea. Dom Romea znajduje się nieopodal grobowców rodu Scaligeri i posiada charakterystyczne zdobienia w formie dużych liter „M” umiejscowione na górze XIV-wiecznej fasady budynku.

dom Romea w weronie

Dom Romea znajdziecie przy Via Arche Scaligere 2, ale niestety zwiedzanie tej atrakcji Werony jest niemożliwe, gdyż jest ona własnością prywatną. Jednakże na fasadzie budynku znaleźć można wersy III sceny V aktu dramatu Szekspira w tłumaczeniu Józefa Paszkowskiego brzmiące tak:

„O pocieszycielu!
Gdzie mój kochanek? Wiem, gdzie być powinnam
I tam też jestem; lecz gdzie mój Romeo?”

Mój Romeo był ze mną i nieźle się uśmialiśmy przed dalszym spacerem po Weronie, odgrywając scenę słynnych kochanków.

Pozostając w romantyczno – komediowym nastroju udaliśmy się w kierunku Adygi i chcieliśmy jej brzegiem dojść do najstarszego mostu w Weronie i kościoła św. Anastazji.  Swoim zwyczajem postanowiliśmy powłóczyć się bocznymi uliczkami i tak dotarliśmy nad rzekę.

Werona nad Adygą

Podobno udając się w kierunku mostu Ponte Pietra brzegiem rzeki nie sposób nie wpaść na kościół św. Anastazji. Nam się jednak ta sztuka udała, bo okazało się, że na naszej drodze wyrosły schody i tą stroną rzeki ani do kościoła, ani do mostu nie dojdziemy. Postanowiliśmy zatem zawrócić i przejść na drugą stronę rzeki innym mostem. Jak postanowiliśmy, tak zrobiliśmy, choć tym samym nasz spacer po Weronie zaczynał wymykać się z ustalonego planu. Nie przejmowaliśmy się tym jednak za bardzo i nie bez trudu, ale dotarliśmy na druga stronę, skąd roztaczał się przepiękny widok na Kościół św. Anastazji.

Kościół Św. Anastazji w Weronie

Ten zbudowany w latach 1290-1481 z funduszy rodu Scaligeri kościół to najważniejszy zabytek sztuki sakralnej w mieście. Kościół z zewnątrz nie robi może wielkiego wrażenia, ale warto wpisać go na własną listę atrakcji Werony, które trzeba zobaczyć ze względu na jego wnętrze. My chcieliśmy do niego dotrzeć po drodze podziwiając Most Ponte Pietra. A droga była niełatwa – nierówne, wąskie chodniki i stromizny, które skutecznie mogą zniechęcić osoby poruszające się na wózkach inwalidzkich do spaceru po Weronie. My jednak byliśmy uparci i zdeterminowani, by te atrakcje Werony zobaczyć. W takich bojowych nastrojach dotarliśmy do celu.

Most Ponte Pietra

Ten ukończony w 100 roku p.n.e. rzymski most łukowy powstał jako najkrótsza droga do Teatru Rzymskiego znajdującego się za rzeką Adygą. Historia go niestety nie oszczędziła ponieważ został on w czasie II wojny światowej poważnie uszkodzony przez wycofujące się wojska niemieckie. Cztery uszkodzone łuki mostu zostały jednak w pełni odrestaurowane w 1957 roku i to na bazie oryginalnych materiałów, dając nam tym samym dzisiaj możliwość podziwiania tego jakże pięknego antycznego zabytku. Byliśmy tak zafascynowani widokiem Mostu Ponte Pietra i dumni z siebie, że daliśmy radę tutaj dotrzeć, że zapomnieliśmy o całym świecie. A świat postanowił zrobić nam psikusa i przerwać nasz spacer po Weronie. Zaczęło lać. Nie, nie padać, ale tak zwyczajnie lać jak z cebra. Tym samym musieliśmy pogodzić się z tym, że ani Kościół Św. Anastazji, ani zamek Castelvecchio, ani pozostałe atrakcje Werony nie będą naszym udziałem. Chcieliśmy przeczekać gdzieś deszcz, ale drzewa nie dawały ochrony, więc ostatecznie postanowiliśmy wrócić do zaparkowanego w pobliżu Areny samochodu i tam zastanowić się, co robimy dalej z tym jednym dniem w Weronie. Tym razem był to raczej sprint po Weronie, a nie spacer, ale daliśmy radę i już wkrótce byliśmy na Piazza Bra. Byliśmy już tak mokrzy, że wskazanym było znalezienie schronienia w jakiejś restauracji i złapanie chwili oddechu po gonitwie uliczkami miasta. Zaczynała się pora obiadu, czy jak kto woli wczesnej kolacji, więc okoliczne lokale niechętnie serwowały już turystom sam napitek. Jednakże kelner widząc nas ociekających wodą, nie zastanawiał się za długo i już po chwili raczyliśmy się włoskim winem na pocieszenie przerwanego spaceru po Weronie. Dyskutowaliśmy nad dalszym planem, kiedy naszą uwagę zwrócił taki oto pociąg.

pociąg w Weronie

Podobne widzieliśmy na Malcie i Gozo i wiedzieliśmy, że można takim pociągiem zwiedzić najciekawsze miejsca w mieście. My skorzystaliśmy z takiego rozwiązania w mocno pagórkowatej Valetcie na Malcie i bardzo nas cieszy, że taka forma zwiedzania jest dostępna również dla osób niepełnosprawnych, w tym poruszających się na wózkach inwalidzkich.

Tymczasem deszcze przestał padać, ale też i uciekło nam sporo czasu. Jasnym stało się, że nie starczy go na wszystkie atrakcje Werony i coś trzeba wybrać. Postanowiliśmy zatem udać się do naszego volvo i postarać się dotrzeć do punktu widokowego, polecanego nam przez recepcjonistę z naszego hotelu i tak zakończyć zwiedzanie miasta.

Jeden dzień w Weronie – epickie zakończenie na wzgórzu San Pietro

Nie ukrywam, że byliśmy nieco rozczarowani, że wymknęły nam się niektóre atrakcje Werony, ale przecież zawsze mogliśmy tutaj wrócić i kiedy indziej je zobaczyć. W końcu Werona nie tonęła powolnie niczym Wenecja. Takie spojrzenie pozwoliło nam odzyskać dobry humor i udaliśmy się na poszukiwanie drogi na wzgórze. Wiedzieliśmy, że wejście dla pieszych jest w pobliżu Mostu Ponte Pietra, ale jest dla nas niedostępne z racji na ogromną liczbę schodów, która należy pokonać. Musieliśmy zatem znaleźć inną drogę i chociaż nie było łatwo, to się udało. Po drodze minęliśmy Teatr Rzymski, a właściwie to, co z niego zostało. Z tego wybudowanego w I w. p.n.e. teatru obecnie oglądać można stopnie, kilka arkad, loggi i pozostałości sceny. My zobaczyliśmy rusztowania, zabudowane siatką, więc tak czy inaczej ta atrakcja Werony nie stałaby się naszym udziałem. Jadąc na wzgórze kilka razy się zgubiliśmy i trafiliśmy w tak wąską bramę, iż obawiałam się, że się w niej nie zmieszczę samochodem, ale dzisiaj już wiem, że spokojnie da się przez nią przejechać. Trzeba jednak być bardzo uważnym, by nie przegapić wjazdu na parking przy Castel San Pietro, który znajduje się tutaj. Na parkingu znajdują się miejsca dla niepełnosprawnych i stąd już tylko krok do takich oto widoków.

panorama Werony

atrakcje Werony z Castel San Pietro

Werona ze Wzgórza Św. Piotra

Mnie mowę odjęło i zaparło dech, Kamilowi chyba również. Zresztą powiedzcie sami czy ten widok to nie istna uczta dla oczu? Wijąca się Adyga, której brzegi spięte są mostami. Rzeka, która niczym opaska okala miasto i powoduje, że czerwień dachów jest jeszcze bardziej widoczna. Górujące nad miastem wieże nadają mu majestatu, a wzrok sięga stąd aż po horyzont.

panorama Werony i my

Byliśmy tak zafascynowani, że postanowiliśmy tutaj zjeść naszą złożoną z kanapek kolację i pokazać ten widok naszym rodzinom. Byli pod tak wielkim wrażeniem, jak my. Jestem pewna, że i Wy będziecie, kiedy tu traficie. Widok Werony z tego miejsca pozostaje w sercu i duszy na naprawdę długo.

Jeśli chcecie się zajrzeć z nami do domu Julii i poznać inne atrakcje Werony, to zapraszamy do poprzedniego wpisu o Weronie.

Małgorzata Kowalewicz
2018-02-22T11:11:48+00:00 18 stycznia 2018|
Małgorzata Kowalewicz
Wolę jak się do mnie zwraca po prostu Goha (wiem, wiem, że powinno być przez "ch" :)). Na co dzień pracuję z dziećmi ucząc je angielskiego. Poza podróżami i językiem angielskim moją pasją jest resocjalizacja. Gdy tylko mogę to śpiewam, bo życie jest muzyką :)

Zostaw komentarz

Zostańmy w kontakcie!

Znajdziesz nas na:
close-link
Dzięki, że doczytałeś do końca! Pozostańmy w kontakcie :)
Zapisz!
close-image