Podróż do Tajlandii i jej koszmarny początek

Zebraliśmy nasze graty i nas samych i doskonale dostosowanym, przyjaznym singapurskim metrem udaliśmy się na lotnisko. Tym samym rozpoczęła się nasza podróż do Tajlandii. Wszystko szło jak po maśle, więc nastroje dopisywały nam doskonale. O święta naiwności! Już wkrótce wszystko miało się zmienić i moja wyśniona podróż do Tajlandii miała nieźle dać mi popalić. Całe szczęście po każdej burzy wychodzi słońce i miało zaświecić także dla mnie. Po kolei jednak…

Linie lotnicze Scoot i niefortunny początek podróży do Tajlandii

Na lotnisko dotarliśmy bez przeszkód i mieliśmy odbyć niedługi lot z lotniska Changi do Krabi w Tajlandii międzynarodowymi liniami lotniczymi Scoot. Wszystkie nasze potrzeby dotyczące podróży osoby niepełnosprawnej były zgłoszone i potwierdzone jeszcze z Polski. Miało być idealnie. Podróż do Tajlandii miała być idyllą, ale schody zaczęły się już przy odprawie, kiedy to przemiły pan poinformował Kamila i mnie, że jego wózek będzie nadany na bagaż, a Kamil na dwie godziny ma się przesiąść na wózek wyglądający tak:

wózek lotniskowy dla niepełnosprawnych

Kamil powiedział „Nie ma mowy”, a ja uprzejmą angielszczyzną zaczęłam tłumaczyć miłemu jegomościowi, dlaczego jego propozycję uważam za wysoce niestosowną. Odpowiedział mi, że to nie jego wymysł, a regulacje prawne lotniska. Doskonale rozumiejący wszystko Kamil wściekł się i postanowił wyjaśnić sprawę u źródła, czyli u obsługi Changi Airport. Jak widzicie nasza podróż do Tajlandii zaczynała się bardzo emocjonalnie.

niepełnosprawny na lotnisku Changi

I tu muszę uczynić dygresję dla wszystkich tych, którzy o niepełnosprawności wiedzą nic lub mało. Wózek inwalidzki dla osoby niepełnosprawnej, to jak dla sprawnego jego własne nogi. Wyobraźcie sobie, że ktoś zmusza Was do wymiany waszych własnych na inne: krótsze, dłuższe, grubsze, chudsze, krzywe, proste – mało to istotne, po prostu na niepasujące do Was. Dobrze byście się czuli? Do tego wózek, na który kazano się Kamilowi przesiąść zagrażał jego bezpieczeństwu i zdrowiu, więc nic dziwnego, że w mężczyźnie mojego życia obudził się lew, a we mnie lwica. Wszakże dobra praktyka linii lotniczych i lotnisk mówi, iż osoba poruszająca się na wózku ma prawo dotrzeć na własnym wózku tak daleko, jak się tylko da. W praktyce jest to najczęściej do drzwi samolotu, ale na końcu i tak wszystko zależy od przewoźnika i jego regulacji w tym zakresie.

Nie minęło wiele czasu a Kamil wrócił z dwiema długonogimi, pięknymi kobietami, które zdawały się płynąć obok niego. Przedstawiły mi się i poprosiły o szczegóły zaistniałej sytuacji. Zapewniły mnie także, że absurdalne są żądania linii lotniczych Scoot i postarają się pomóc. Naprawdę się starały, tłumacząc cierpliwie pracownikowi linii lotniczych absurdalność całej sytuacji. Żadna regulacja lotniska, żadne względy bezpieczeństwa nie zabraniały Kamilowi pozostać we własnym wózku. Mężczyzna był jednak nieugięty. Wywalczyliśmy jedynie zmianę wózka na taki, który będzie gwarantował bezpieczeństwo, bo o komforcie mowy być nie mogło.

Changi Airport

Żałuję, że nie miał kto nagrać filmu z tego, co działo się potem, bo mielibyście okazję zobaczyć z jakimi problemami mierzyć się musi podróżujący „wózkers”. Pozwólcie, że opiszę je po krótce. Do faceta prawie dwumetrowego i stukilogramowego przysłano dwie wątłe Azjatki i właśnie one miały przesadzić tetraplegika na wózek. Oboje z Kamilem wybuchliśmy pustym śmiechem i poprosiliśmy o dwóch rosłych i krzepkich mężczyzn. Przyszli. Jeden miał wiele chęci, ale nie wiedział co robić, a drugi był przyklejony do smartfona. Zaniepokojona zapytałam Kamila, czy chce kontynuować tę farsę. Skinął głową i powiedział dokładnie: „Niech się sprawdzą”. Początek podróży do Tajlandii z każdą chwilą wywoływał we mnie coraz większy niepokój, ale czekałam. Szybko przestałam, kiedy zobaczyłam, jak dwóch facetów rozciąga ciało mojego męża niczym gumę przy przesiadaniu, a pełen ludzi terminal zamiera oglądając tę scenę. Oczywiście nie udało im się zmienić jednego wózka na drugi. Krzyknęłam, że mają natychmiast przestać i że pokażę im, jak to się robi. Nie minęła chwila, a Kamil był na lotniskowym wózku. Miny obsługi i innych podróżujących bezcenne. Lekcję zakończyłam wypowiedzianą w języku angielskim puentą: „Zmieńcie swoje regulacje, bo właśnie upokorzyliście człowieka na terminalu pełnym ludzi”. Żaden z pracowników linii lotniczych Scoot się nie odezwał. Zapowiedziałam, że nie pozostawię tak tej sprawy i z tymi słowami rozpoczęliśmy podróż do Tajlandii, wsiadając do samolotu.

podróż do Tajlandii – samolot

Komfort w samolocie był… no cóż jak w każdych tanich liniach lotniczych. Nie ma zatem o czym dyskutować. Lot nie był długi, więc nie narzekaliśmy, choć Kamil zaczął odczuwać efekty lotniskowej przeprawy. Dzielnie jednak to znosił nie chcąc psuć naszej pierwszej podróży do Tajlandii.

Witaj Tajlandio

W końcu wylądowaliśmy w Krabi, pojawiła się asysta i bardzo uprzejmie brała pod uwagę każdą z naszych wskazówek. Kamil dość szybko znalazł się na własnym wózku, co kazało nam myśleć, iż nasze wcześniejsze działania były skuteczne. Entuzjazm trochę w nas osłabł, kiedy zobaczyliśmy niesamowicie długą kolejkę do punktu imigracyjnego na lotnisku, przez który trzeba było przejść. Jednak tutaj niepełnosprawność miała ten plus, że minęliśmy cały ogonek i wkrótce odebraliśmy bagaże.

zaczynamy podróż do Tajlandii

Następnie zamówiliśmy auto, które miało nas zawieźć do Krabi Tipa Resort w Ao Nang, gdzie mieliśmy nocleg. Ruch w Tajlandii jest lewostronny, więc mieliśmy mały problem z przesiadaniem, ale już wkrótce podziwialiśmy gigantyczne zwoje kabli i wszechobecne tuk-tuki, z których grzmiała wręcz muzyka. Nasza pierwsza podróż do Tajlandii zapowiadała się jednakowoż trudno, co ciekawie.

tuk-tuk

prawdziwa Tajlandia

Na miejsce dotarliśmy po kilkudziesięciu minutach. Odebraliśmy klucze i z zachwytem obejrzeliśmy nasz pokój. Właściwie apartament a nie pokój, bo był ogromny,  bardzo przyjemny i do tego zabezpieczony przed komarami, co jest w Tajlandii niezmiernie ważne. Nie będę się rozwodzić nad zaletami Krabi Tipa Resort, bo Kamil dokładnie opisał go tutaj.

Dość powiedzieć, że zrobił na nas naprawdę pozytywne wrażenie. Szczególnie wieczorową porą podczas kolacji.

Krabi Tipa Resort w Ao Nang

Podróż do Tajlandii nabierała rumieńców i mieliśmy nadzieję, że lotniskowe kłopoty były naszymi jedynymi. Z tą pozytywną myślą oczekiwaliśmy na pierwszy spacer po okolicy.

Podróż do Tajlandii rozpoczęliśmy od Ao Nang Beach

Następnego dnia postanowiliśmy sprawdzić, co można robić w okolicy. Okazało się, że nasz hotel oferuje basen, masaże i inne atrakcje, a niedaleko znajduje się promenada i plaża, na którą mamy szansę się dostać. Już ten pierwszy zwiad pokazał, że nasza podróż do Tajlandii łatwa nie będzie, bo brak tutaj takich rzeczy jak zjazdy, podjazdy czy niskie krawężniki dla osób poruszających się na wózku. Samochody nie zatrzymują się przed przejściem dla pieszych, a co bardziej kulturalni kierowcy zwalniają przed nimi, by pieszy mógł w pośpiechu uskoczyć spod kół. A mimo wszystko ten klimat, gwar, ta specyficzna kultura nam nie przeszkadzała. Przyznać muszę jednak, że w kwestii dostosowania dla osób niepełnosprawnych Tajlandia, a właściwie ta jej część, którą właśnie odwiedzaliśmy, leżała i kwiczała. Pozwólcie, że pokażę Wam zejście na plażę.

zejście dla niepełnosprawnych na Ao Nang Beach

To po prostu slip dla łodzi, ale wykorzystaliśmy go by cieszyć się tajskim słońcem w środku polskiej zimy. No i te widoki. Sterczące skały, palmy gnące się w kierunku morza, łodzie długoogonowe i niezwykłe zachody słońca. Po prostu bajecznie. Zresztą niech obraz przemówi za siebie.

long tail boat Ao Nang Beach

podróż do Tajlandii zimą

romantyczna podróż do Tajlandii

A tuż przy plaży restauracja serwująca drinki i prawdziwe, bardzo ostre tajskie jedzenie.

RobiMy Podróże w Tajlandii

Spodobało nam się i mieliśmy nadzieję, że nasze plany na resztę pobytu wypalą. A w planach mieliśmy wyprawę na tajskie wyspy i do sanktuarium słoni. O tym będzie jednak już w następnej opowieści, na którą już dzisiaj gorąco Was zapraszam.

Małgorzata Kowalewicz
2019-09-12T09:35:34+01:00 5 września 2019|
Małgorzata Kowalewicz
Wolę jak się do mnie zwraca po prostu Goha (wiem, wiem, że powinno być przez "ch" :)). Na co dzień pracuję z dziećmi ucząc je angielskiego. Poza podróżami i językiem angielskim moją pasją jest resocjalizacja. Gdy tylko mogę to śpiewam, bo życie jest muzyką :)

Zostaw komentarz

Zgodnie z RODO musisz się zgodzić na dodanie komentarza i przesłanie wpisanych danych
Ten formularz gromadzi Twoje imię, adres e-mail, adres strony www i treść, dzięki czemu komentarze mogą funkcjonować na tej stronie. Aby uzyskać więcej informacji, zapoznaj się z naszą polityką prywatności, gdzie uzyskasz więcej informacji o tym, gdzie, jak i dlaczego przechowujemy Twoje dane.
Nie wykorzystujemy danych wpisywanych podczas komentowania do celów marketingowych (np. wysyłka newslettera).

Zostańmy w kontakcie!

Znajdziesz nas na:
close-link