Opactwo bez dachu w Toskanii

Są takie miejsca, które odwiedzone raz, zapadają w serce i umysł na zawsze. To właśnie miało nas spotkać tego dnia, kiedy zdecydowaliśmy się odkryć opactwo bez dachu w Toskanii. Znawcy Włoch mawiają, iż to pozbawione dachu opactwo San Galgano jest atrakcją dla pasjonatów Toskanii. Leży nieco na uboczu, z dala od uczęszczanych tras i wizytę tutaj trudno połączyć z innymi atrakcjami regionu. Nam też wcale nie było tu po drodze. Jednakże, historia wbitego w skałę miecza, tajemniczego objawienia i niezwykłego rażonego piorunem opactwa San Galgano sprawiły, że nie mogło nas tutaj nie być.

W kierunku opactwa bez dachu w Toskanii

Poranek był dość wczesny, ale niezwykle ciepły, kiedy po śniadaniu z widokiem na dolinę, zapakowaliśmy się do naszego Volvo i ruszyliśmy w stronę opactwa bez dachu ukrytego w Toskanii. Od Chianciano Terme do opactwa mieliśmy jakieś 90 kilometrów. Niby niedaleko, ale toskańskie drogi są kręte, strome i wąskie, więc kilometry liczy się tak, jak w górach – czasem niezbędnym do ich pokonania. A poza tym, kiedy przemierzasz toskańskie drogi, to nie sposób się nie zatrzymać tu i ówdzie, by podziwiać niezwykłe widoki, za którymi niejednokrotnie kryją się niezwykłe historie.

Po co Włochom kępy cyprysów?

Jadąc drogą SR 2 w kierunku Montalcino natknęliśmy się na jeden z pocztówkowych, bardzo znanych, obleganych przez fotografów widoczków.

samotna kępa cyprysów w Toskanii

Samotna kępa cyprysów na rozległym polu wyglądała co najmniej dziwnie, ale jak wiele rzeczy nabrała sensu przy bliższym poznaniu. A kępy cyprysów w Toskanii miały dla mieszkańców tego regionu niebagatelne znaczenie. Pozwalały one bowiem nie umrzeć z głodu miejscowej ludności. Tak, kilkadziesiąt lat temu w Toskanii ludzie głodowali. W kępach cyprysów więc zastawiali pułapki na ptaki i dzięki nim nie umierali z głodu. Straszne? Nie, po prostu prawdziwe i dodające smaczku rosnącej w szczerym polu cyprysowej kępie.

Cyprysowe aleje w Toskanii

Ruszyliśmy dalej i wkrótce zjechaliśmy z drogi SR2 w kierunku Murlo. Drogą z rzadka przejeżdżało jakieś auto, więc spokojnie zmierzaliśmy w stronę naszego opactwa bez dachu. Rozglądaliśmy się ciekawie po nowym dla nas otoczeniu i.. no właśnie, musieliśmy się znowu zatrzymać. Powód? Niesamowita cyprysowa aleja prowadząca do urokliwie położonego domostwa.

Cyprysowa aleja do Agriturismo Baccoleno

Tak, wiem, że cyprysy w Toskanii są popularne, jak u nas lipy, ale jakże piękną harmonię tworzą z otaczającym krajobrazem. Agriturismo Baccoleno to agroturystyka, która jest terenem prywatnym i wejście osobom nieupoważnionym było surowo zabronione, tak jak do domu gladiatora. Nie przeszkadzało nam to jednak podziwiać jej przez chwilę od strony drogi.

Ruiny na wzgórzu w Toskanii

Kilometr mijał za kilometrem, a krajobraz rozległych pól, przecinały wzgórza porośnięte lasem. Już nie mogłam się doczekać, kiedy zobaczę to słynne opactwo bez dachu, jak nazywane jest Abbazia di San Galgano w Toskanii. Nagle na wzgórzu, wśród zieleni zamajaczyło mi coś. „To chyba to” – powiedziałam do Kamila, ale to jednak nie było nasze docelowe miejsce.

ruiny zamku Castello di Crevole w Toskanii

Okazało się, że całkowicie przypadkiem trafiliśmy na owiane legendą ruiny Zamku Crevole. Twierdza istniała już od średniowiecza i toczyły się o nią naprawdę zażarte boje. Największy rozgorzał w XVI wieku pomiędzy Republiką Sieny, wojskami hiszpańskimi i cesarskimi pod wodzą Don Francesco di Toledo. Zmagania wygrały wojska cesarskie i kiedy plądrowano Castello di Crevole, żołnierzom ukazał się duch biskupa Donosdeo Malavoltiego wymachującego krucyfiksem. Podobno do dzisiaj można go spotkać nocą w zamkowych murach. Trzeba będzie kiedyś odwiedzić ruiny nocą i sprawdzić prawdziwość legendy.

Galgano Guidotti – od bogacza do pustelnika

A skoro o legendach mowa, to zbliżaliśmy się do kolejnej, bo opactwo było coraz bliżej. Wiodła do niego kręta, piękna droga, która zdawała się przenosić nas nie tylko w przestrzeni, ale także w czasie.

zdjęcie drogi do San Galgano

Był rok 1148. Niedaleko dzisiejszego opactwa bez dachu, w miasteczku Chiusdino w Toskanii, w szlacheckiej rodzinie urodził się Galgano Guidotti. Galgano dorastał w spokoju i dostatku. Był jednym z tych niefrasobliwych, wciąż szukających przygód rycerzy, którzy za nic zdają się mieć wyższe wartości. Skąd zatem przemiana niesfornego młodzieńca w pustelnika? Otóż, pewnej nocy, roku 1179 Galgano doznał objawienia, w którym Archanioł Michał nakazał mu porzucić hulaszcze życie i zacząć żywot pustelnika. W Boże Narodzenie roku 1180 rycerz udał się na wzgórze Montesiepi, gdzie zaczyna swoje pustelnicze życie. Nie trwa ono jednak długo, bo Galgano umiera rok później, mając zaledwie 33 lata.

Porywające opactwo San Galgano

Z taką właśnie legendą w tle dotarliśmy do dużego parkingu nieopodal opactwa. Już z daleka robiło wrażenie. Stojące w otoczeniu pól, z piękną cyprysową aleją zapraszało do zanurzenia się w jego wnętrzu.

opactwo bez dachu w Toskanii z daleka

Podążyliśmy za tym zaproszeniem i już po chwili zaniemówiliśmy z wrażenia, bo już od pierwszego spojrzenia opactwo San Galgano w Toskanii uwodziło swoim pięknem.

San Galgano w Toskanii

Wejście do środka nie było dla nas łatwe, bo nawierzchnia nie była wózko przyjazna, ale kiedy bardzo czegoś pragniesz, to sprzyja ci cały wszechświat, a my chcieliśmy poczuć klimat tego miejsca. A co w nim takiego wyjątkowego?

my w San Galgano - Opactwo bez dachu w Toskanii

Wyobraźcie sobie miejsce, którego kilkusetletnie, niczym nieosłonięte ściany, wciąż niewzruszenie trwają. Wyobraźcie sobie wiatr, który szepcze Wam do ucha mistyczne opowieści. A wszystko to w murach, dla których dachem jest niebo, oświetleniem – gwiazdy, a każdy krok odbija się echem chrzęszczących kamieni. W takiej scenerii można się zapomnieć i trwać, wsłuchując się w siebie.

Jak powstało opactwo bez dachu w Toskanii?

Wszystko zaczęło po śmierci naszego Galgano od wzgórza Montesiepi, na którym święty miał swoją pustelnię. To tutaj Galgano uderzył mieczem o skałę, chcąc go złamać. Miecz jednak wbił się głęboko w skałę i tkwi w niej do dzisiaj.

miecz w skale w San Galgano

Galgano pochowany został na wzgórzu, tam gdzie jego miecz. Jego pogrzeb był wielkim wydarzeniem, w którym wzięli udział wielcy kościoła, a cztery lata później (1185) pustelnik został kanonizowany. Zjawiało się tu coraz więcej pielgrzymów, więc w kilka lat po śmierci Galgano rozpoczęto budowę niewielkiej świątyni ku jego czci.

kaplica świętego Galgano z zewnątrz

To niewielka kaplica zbudowana na planie koła, z porywającym widokiem na dolinę Val di Merse. Prostota świątyni zachwyca zarówno z zewnątrz, jak i w środku.

kaplica San Galgano - wnętrze

Tłumy pielgrzymów w Montesiepi rosły w takim tempie, że urzędujący tu cystersi postanowili wybudować większy klasztor. I tak powstał magiczny kościół San Galgano, pierwszy gotycki kościół w Toskanii, który stał się wzorem dla budowniczych katedry w Sienie. Jego budowa rozpoczęła się w 1218 roku i trwała 70 lat. Świetność tego miejsca trwała aż do początków XIV wieku, kiedy Toskanię nawiedziła klęska głodu i „czarna śmierć”. Z biegiem czasu cystersi przenieśli się do Sieny, a opactwo było systematycznie grabione.

opactwo San Galgano - Opactwo bez dachu w Toskanii

Prawdziwy dramat przyszedł jednak pewnej burzowej nocy 1786 roku, kiedy dzwonnicę kościoła raził piorun. Spadając zniszczyła sklepienie budowli i tak właśnie powstało w Toskanii opactwo bez dachu. Zostało porzucone, klasztorne budynki niszczały, a dachówki kościoła przerobiono, o ironio, na tarcze dla żołnierzy. Po tych wszystkich perypetiach odebrano mu jego chrześcijański charakter.

Opactwo bez dachu w Toskanii San Galgano i Król Artur

Czy na myśl o mieczu wbitym w skałę nie przychodzi Wam do głowy inna legenda? Nam na myśl przyszła od razu legenda o Królu Arturze i jego słynnym mieczu wyciągniętym ze skały. I właśnie toskańskim Excaliburem nazywa się miecz z kaplicy San Galgano. Legendy arturiańskie są starsze niż historia toskańskiego miecza, jednak najsłynniejsze wersje legendy o królu Arturze, napisane między innymi przez Wolframa von Eschenbacha, czerpały z życia Galgano. Czyżby wielki angielski bohater miał włoskie korzenie? Te rozważania przerwał nam ulewny deszcz, który zmusił nas do ewakuacji i zakończenia wizyty w opactwie bez dachu.

Małgorzata Kowalewicz
2020-04-16T18:30:18+02:00 16 kwietnia 2020|
Małgorzata Kowalewicz
Wolę jak się do mnie zwraca po prostu Goha (wiem, wiem, że powinno być przez "ch" :)). Na co dzień pracuję z dziećmi ucząc je angielskiego. Poza podróżami i językiem angielskim moją pasją jest resocjalizacja. Gdy tylko mogę to śpiewam, bo życie jest muzyką :)

Zostaw komentarz

Zgodnie z RODO musisz się zgodzić na dodanie komentarza i przesłanie wpisanych danych
Ten formularz gromadzi Twoje imię, adres e-mail, adres strony www i treść, dzięki czemu komentarze mogą funkcjonować na tej stronie. Aby uzyskać więcej informacji, zapoznaj się z naszą polityką prywatności, gdzie uzyskasz więcej informacji o tym, gdzie, jak i dlaczego przechowujemy Twoje dane.
Nie wykorzystujemy danych wpisywanych podczas komentowania do celów marketingowych (np. wysyłka newslettera).